czwartek, 31 maja 2012

Dwa ogłoszenia

Wracam po czterech dniach. Mam wakacje, tak, wiem. Rano nie mam weny, wieczorem- dostępu do komputera. Cóż, każde usprawiedliwienie dobre, póki jest usprawiedliwieniem... A tyle się działo!
Kolejne książki przeżyte, kolejne filmy poznane. Na opis przyjdzie czas, na pewno.
Impreza udana- nie spodziewałam się takiej radości, entuzjazmu. Nocne niebo jest piękne, życie jest piękne. Cieszmy się z małych rzeczy...



Dwa ogłoszenia

1. Pozbyłam się weryfikacji obrazkowej (Ustawienia/ posty i komentarze/ "nie" dla "włącz weryfikację obrazkową"). Mam nadzieję, że będzie to ułatwieniem dla komentujących i jednocześnie nie pojawi się spam.

2. Moje pisanie- w sensie opowiadania, wiersze itp. będę zamieszczać na nowym blogu: Emilka szuka swojej gwiazdy.
Wyjaśnienie tytułu bloga  jest w pierwszym poście. Jutro wrzucę tam pierwsze opowiadanie
Oczywiście, tutaj też będę pisać. Tutaj będzie najwięcej mnie: luźne myśli, ciągnące się refleksje, marudzenie, pioseneczki, książki i filmy, który we mnie zamieszkały.
W moim pisaniu też jestem ja, ale inaczej. Każdy z nas jest tak bardzo niepowtarzalny, że każdym słowem się zdradzamy. Ba, zdradza nas nawet nasze prowadzenie samochodu, siekanie marchewki, czy prasowanie bluzki. Ja zdradzam się swoimi słowami i mieszkam w moich bohaterkach.

Będzie mi bardzo, ale to bardzo miło, gdy ktoś zajrzy na tamten blog i zostawi komentarz. Dziękuję!

sobota, 26 maja 2012

Alkohol

Refleksje, anioły, spacery- zostawiam was i ruszam do walki z dzisiejszym wieczorem. Kolejne ćwiczenie, sprawdzian z asertywności.
"Nie, dziękuję, dziś więcej nie piję."- proste i zarazem trudne do wypowiedzenia  zdanie. Nie potrzeba żadnej ideologii, po prostu liczę się ze swoim zdrowiem, umysłem, potencjałem. Alkohol to kradnie.
"Co Ty, ze mną się nie napijesz?" Co to w ogóle za pytanie, od przyjaciela, czy od wroga? Mam siebie niszczyć dla towarzystwa, tak? Jak ten przysłowiowy cygan, co powiesił się dla towarzystwa.
"Nie, dziękuję, nie nalewaj."
***
Będzie impreza. Osiemnastka. Mój rocznik już rozminął się z osiemnastkami, ale młodszy zaprasza. Lubię imprezy. Jest fajnie, wesoło, potańcówka, tajemnice, sukienki, łazienki. Jedzonko pyszne, towarzystwo- świetne. Koleżanki: inne niż ja i moje jednocześnie, ciekawe połączenie.
***
A ja chcę zapamiętać każdą chwilę. Chcę mieć na własność każdą godzinę, pamiętać Ciebie, siebie, salę, chwile śmiechu i płaczu. Nie zabieraj mi tego. Napiję się dla toastu, owszem. Ale będę trzeźwa cały wieczór.
Z szacunku dla Ciebie i Twoich urodzin. Z szacunku dla siebie samej.

piątek, 25 maja 2012

The Hours

"Zawsze patrz życiu w twarz. Dopóki się nie przekonasz, do czego ono jest. Do końca, aż je poznasz. Aby pokochać je takie, jakim jest. A później, żeby je odłożyć.
Zawsze między nami całe lata... Zawsze lata. Zawsze miłość. Zawsze godziny."

 Wciąż jeszcze jestem oszołomiona filmem pt.:"Godziny", reżyserii Stephena Daldry. Jest on przygnębiający, choć pozostawia miejsce na nadzieję. To historia trzech kobiet, różnych i podobnych jednocześnie.

Jest rok 1921. Virginia Woolf mieszka pod Londynem, pisze pierwszą książkę. Jest rok 1951. Laura Brown żyje w luksusowym mieszkaniu w Los Angeles. Ma męża i synka, spodziewa się kolejnego dziecka. Jest rok 2001. Clarissa Vaughan mieszka w Nowym Yorku, pomaga przyjacielowi choremu na AIDS.
Na pozór nic je nie łączy, lecz ich losy prawie niezauważalnie łączą się ze sobą. Powieść Virginii sprawia, że Laura postanawia odmienić swoje życie. Clarissa to uwspółcześniona postać z powieści. Dwie z kobiet nawet się spotkają.

Więcej nie zdradzę. ;) Gorąco polecam, dobry film! :D


czwartek, 24 maja 2012

Zwyczajny dzień

Dzisiaj był bardzo dobry dzień. Przeczytałam do końca książkę Doroty Terakowskiej "Tam gdzie spadają anioły". Zamierzam w najbliższym czasie podzielić się refleksjami o aniołach. :)
Byłam także na spacerze, natura odkryła przede mną kolejne miejsca, kryjówki i tajemnice. Chyba zachowałam w sobie jeszcze dziecięctwo, lęk i ciekawość. Jestem szczęśliwa, że to we mnie zostało, jeszcze jest, nie uciekło. Oby moje serce pozostało dziecięce.
Z przyjaciółkami spędziłam miło wieczór na działce. Było szaleństwo, bo zwariowane jesteśmy i nie mieścimy się w schematach. :D
***

Odkryłam ostatnio Georginę Tarasiuk.


środa, 23 maja 2012

Świadectwo wiary Roberta Friedricha

Chciałam się podzielić pewnym filmikiem. Przedstawia on program Kuby Wojewódzkiego, którego gościem był Robert Friedrich. Wojewódzki nie wiedział, co powiedzieć; Robert Friedrich był tak skromny i autentyczny. Oglądajcie od 22 minuty. To tyle. ;)
Oto link

wtorek, 22 maja 2012

Fundacja "Dr Clown"

 

Dzisiaj chciałabym napisać o niezwykłej fundacji o nazwie "Dr Clown". Działam w niej od niedawna, ale już całkowicie wsiąkłam. Chodzi o... terapię śmiechem. Naukowo nazywa się to: gelontologia. Bo śmiech to zdrowie- i to wcale nie jest pusty slogan.

Gdy się śmiejemy:
  • krew krąży szybciej, co wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu oraz ciśnie nia krwi (mniejsze prawdopodobieństwo zawału :))
  • narządy lepiej pracują (bo się ruszają podczas śmiechu!)
  • pogłębia się oddech
  • dotlenia się mózg
  • wzmacnia się nasza odporność
  • czujemy się lepiej dzięki endorfinom- hormonom szczęścia
  • leczymy się z depresji
  • przeciwdziałamy chorobom serca
Co ciekawe, śmiech  wykorzystywany jest nawet w leczeniu raka. Taki... zwyczajny śmiech.

Poczucie humoru pomaga także w zdobyciu pracy:
  • 96 procent amerykańskich szefów firm wierzy takim osobom i chętniej je zatrudnia

Śmiejąc się, odchudzasz się:
  • Śmiech do łez to 20 spalonych kalorii
  • Radość z dobrego dowcipu jest warta 3 minuty aerobiku
  • Kwadrans żartowania to jak 10 minut wiosłowania
     
(za: drclown.pl)

***

Dobrze, wiemy już, że warto się śmiać. Co to ma wspólnego z fundacją? Chyba łatwo się domyślić.

Jesteśmy clownami. Piszę "clown", nie "klaun", bo taka pisownia obowiązuje w fundacji.
Odwiedzamy szpitale, ale także inne placówki. Niesiemy radość, uśmiech, zabawę. Dzieci naprawdę się cieszą.
Rozumiem to. Sama też parokrotnie musiałam odwiedzić dziecięcy oddział jako pacjent. Wiem, że w szpitalu jest przede wszystkim nudno. Wszyscy z utęsknieniem czekają na wypis, ale choroba często idzie swoimi ścieżkami, nie słucha lekarzy ani pielęgniarek. Zabiegi mogą być bolesne, a czekanie na nie łatwe nie jest. Koleżanki nie mają czasu odwiedzać, rodzice pracują. Na noc trzeba zostać samemu.
Przybycie clowna to propozycja nowej zabawy i odskocznia od trudnej codzienności.

***
Zawsze chciałam być lekarzem, jednocześnie wiem, że nie nadaję się do takiej pracy. Marzyłam o tym, by chodzić do szpitala jako wolontariuszka, ale nie wiedziałam, jakie są możliwości, więc wciąż odkładałam to na bok. Klasa maturalna to nie jest najlepszy czas na inicjatywy.
Przyjaciółka dodała nowe wydarzenie na facebooku. Szła na szkolenie do Fundacji "Dr Clowna". Wpisałam nazwę w google i ukazała mi się stronka. Postanowiłam pójść na spotkanie.

***

Podejścia do dzieci raczej nie mam. Nieśmiała jestem i wciąż mnie przeraża obowiązek rozśmieszania. Nie wiem, co mówić, co robić, gdy wchodzę do pokoju. Dopiero uczę się sztuczek i takiej swobody w działaniu.
Może nie jest najweselszym i najbardziej wygadanym clownem, ale nie o to chodzi. Chcę, aby dzieci zapomniały o chorobie. Chcę, aby szpital nie kojarzył im się ze wszystkim, co złe.

Czasem mam wrażenie, że to dzieci bawią się ze mną i mnie rozśmieszają, kiedy mam gorszy dzień. W sumie to fajnie być clownem. :D

***
Strój tworzymy sobie sami. W lumpeksie znalazłam kolorowe spodnie na szelkach i żółtą koszulę w kwiaty. Do tego mam biało- czerwoną perukę kibica i obowiązkowy czerwony nosek. Wyglądam jak prawdziwy clown. :D


***
Dzięki pracy w wolontariacie mam też nowych znajomych. Osoby związane z fundacją są bardzo pozytywne, wesołe. Widać, że kochają to, co robią. Też zaczynam to kochać.

***
O fundacji jeszcze napiszę, wszak stała się częścią mojego życia.
 


poniedziałek, 21 maja 2012

Koniec matur to początek nowej drogi

Nareszcie! Wraz z ogłoszeniem wyników ustnej z angielskiego, definitywnie zakończyłam swoją przygodę z liceum i rozpoczęłam słodki, wakacyjny odpoczynek.
Teraz- kierunek: studia. Zadanie bynajmniej niełatwe. Jak pogodzić rozum i serce? Jak znaleźć swoją drogę? Którędy iść? Która ścieżka jest moją własną? Trudne to wszystko bardzo.
Czytam wiersz swojego autorstwa. Napisałam go w gimnazjum, ale nadal wiernie oddaje moje uczucia. Dziwne, jak człowiek się nie zmienia. A oto wspomniany utwór (mam nadzieję, że nie skalałam poezji, nadając swoim słowom miano wiersza):

Rozdroże


stanęłam na moim rozdrożu
i myślę
i słucham
zabłąkałam się w moim wyborze
zgubiłam cenną intuicję
i stoję
nie mając kierunku
w lesie życia trudno natrafić na drogowskaz
ciemno jest i słabo przelatuje światło
brakuje mi siebie
brakuje mi Ciebie
chcę być poprowadzona za rękę
nawet jeśli nie idę jak potulny baranek
ale nawet niegrzeczny baran chce trafić do domu
zagubiona wśród kolców zagubiona wśród liści
wybieram którąś z wydeptanych ścieżek
i idę na ślepo
może gdzieś dojdę nareszcie


Gdy widzę przed oczyma napis "rozdroże", przypominają mi się zawsze słowa z "Boskiej Komedii" Dantego:

"W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
Pośród ciemnego znalazłem się lasu."

***

Cieszę się bardzo, że będę miała czas dla siebie w tym tygodniu. Obym nie poddała się błogiemu lenistwu i zrobiła coś konstruktywnego. Pisać też będę. :D

niedziela, 20 maja 2012

Mistrz i Małgorzata

"Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk."


Nareszcie zdobyłam!
Oto powieść wszech czasów, którą kocham całym sercem. O miłości, prawdzie, miłosierdziu, tchórzostwie. Każde zdanie potrzebne, każdy wątek przemyślany. "Mistrza i Małgorzatę" można czytać wiele razy i za każdym razem odkryje się coś nowego.
To książka o totalitaryzmie i wyborach człowieka. Każdy z nas decyduje, czy wybierze tchórzostwo, czy podejmie ryzyko. Powieść przekazuje prawdy uniwersalne, gdyż „zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, co ośmiela się powiedzieć, że dwa i dwa to cztery, jest karany śmiercią” (za: Albert Camus).
Michaił Bułhakow nie bał się utraty życia. Żaden pisarz rosyjski ery stalinowskiej nie stworzył równie śmiałego dzieła.
Pisał powieść 12 lat i nie miał nadziei na jej opublikowanie. O pracy nad powieścią mówił: "Najpierw uporać się, potem umrzeć". Najwcześniejszą wersję z 1928r., podobnie jak wiele innych prób, Bułhakow zniszczył. Praca nad powieścią nie była łatwa: "Zagnieździł się we mnie demon! Już w Leningradzie i teraz tu, łapiąc powietrze w mojej klitce [klitka ta kojarzy mi się z mieszkaniem Raskolnikowa- Caroline], kreślę od nowa strona po stronie zniszczoną przed trzema laty powieść. Po co? Nie wiem. Niech ją Leta pochłonie! Zresztą z pewnością wkrótce zaniecham pisania"- pisał do przyjaciela. Oczywiście, nie zaprzestał, pisał, pisał, wciąż zmieniał. Był malarzem przemalowującym dzieło wciąż na nowo, przewodnikiem po ścieżkach swojej historii. "Za mną czytelniku!"
"Rękopisy nie płoną", "Dostojewski jest nieśmiertelny!"- słowa te niewątpliwie są hołdem składanym literaturze- cudownej krainie słowa. Bułhakow do końca życia służył swojej niezwykłej powieści.
"Właśnie wróciłem z sanatorium. Co mi jest? Mówiąc szczerze i w zaufaniu, prześladuje mnie myśl, że mam umrzeć. Nie odpowiada mi to z jednego powodu: jest męczące, nudne i banalne. Jak wiadomo, istnieje przyzwoita śmierć od kuli, ale nie mam broni."
(za:  Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata" oraz Wilfried F. Schoeller "Michaił Bułhakow")

Ostatnio na rynku ukazało się nowe wydanie "Mistrza i Małgorzaty" wraz z ingerencjami sowieckiej cenzury. Czerwona czcionka fragmentów budzących wątpliwości cenzora utrudnia nieco czytanie, ale zapewnia udaną wędrówkę w przeszłość i uświadamia, czym była cenzura, jakiej części powieści pozbawiała mieszkańców ZSRR w latach 60-tych (wtedy po raz pierwszy wydano powieść w Związku Radzieckim). Polecam!

piątek, 18 maja 2012

W samotności skąpana

Dzisiaj była piękna pogoda. Cieplutko i wakacyjnie. Próbowałam się uczyć na dworze do maturki ustnej z angla, ale szło mi średnio na jeża. Za to królik się wybiegał, jest wniebowzięty. Kto jak kto, ale króliczek lubi pobiegać po świeżej trawce.

W końcu obejrzałam do końca film ze studniówki. Pamiętam siebie, swoje odczucia naprawdę dobrze. Kłamałam, jak zwykle, że jestem szczęśliwa i się dobrze bawię. Tak naprawdę nie lubię takich imprez, wolę bardziej kameralnie. Wtedy w dodatku miałam doła, bo oblałam prawko dzień wcześniej. Wolałabym zostać sama w domu i płakać, a nie śmiać się na studniówce. Wśród wielu znajomych człowiek czuje się pusty i...najbardziej samotny.

"-Widzę Cię po raz pierwszy w życiu.
-Ja panią także- uśmiechnęła się Pollyanna.- Ale i tak pani szukam.(...) Po prostu chciałam znaleźć kogoś, kto by wyglądał samotnie, kogoś, kto nie ma towarzystwa. Tak jak ja. Tyle tu ludzi ma kogoś. Wie pani?
-Tak, tak. (...) Ale, moja biedna mała, to okropne, że pojęłaś to... tak wcześnie.
-Co pojęłam?
-Że najsamotniej jest być w wielkomiejskim tłumie."
"Pollyanna dorasta" Eleanor H. Porter

Kiedyś napiszę więcej o Pollyannie i książkach Eleanor, bo to wzruszające i bardzo mądre powieści, nie tylko dla dzieci.

Róża- wrażenia + tło historyczne

Przygotowałam się psychicznie na film brutalny i zarazem przejmujący. Nie zawiodłam się.
Film pozostaje długo w pamięci. Opowiada historię, która boli, która jest trudna, skomplikowana. Przedstawia życie społeczności na przykładzie jednej rodziny i wielkiej, dojrzałej miłości.
Żona Tadeusza została na jego oczach zgwałcona i zabita. Był on także świadkiem śmierci niemieckiego żołnierza, który prosił o przekazanie obrączki i zdjęcia żonie, Mazurce. Tak spotykają się Tadeusz i Róża, dwa wraki ludzi. I rodzi się miłość, która przetrwa wiele.
Gwałty , morderstwa, grabieże- to wszystko naprawdę  się wydarzyło. I w filmie jest to pokazane. Nie da się inaczej. Trzeba pamiętać, aby wołać "nigdy więcej wojny", trzeba pamiętać, aby historia się nie powtórzyła.
Każdy powinien zobaczyć ten film. 


Wywiad z Agatą Kuleszą, odtwórczynią głównej roli

Tło historyczne
Lata 45/46, Mazury.
Wojska sowieckie palą i plądrują miasta i okolice. Mazurów traktują jak Niemców. Mieszkańcy sami z trudem określają swoją tożsamość. Część mieszkańców mówi po niemiecku, część po polsku.

Mazury po I wojnie światowej
W 1920r. 97% mieszkańców głosowało za przyłączeniem do Niemiec. Rodzi się pytanie: dlaczego?
Było to konsekwencją przede wszystkim propagandy niemieckiej. Mówiono, że Polska jest "krajem tymczasowym", który nie będzie długo istniał na arenie międzynarodowej. Na karcie wyborczej nie zapisano  opozycji: Polska- Niemcy, lecz Polska- Prusy Wschodnie. Plebiscyt przeprowadzono w lipcu 1920r., kiedy Polska zmagała się z najazdem bolszewików. Wydawało się, że naprawdę Polska kolejny raz zniknie z mapy Europy, a Europę ogarnie czerwona zawierucha. Niemcy świetnie wykorzystali duży odsetek osób wyznania protestanckiego, strasząc nietolerancją ze strony Polaków- katolików. Co więcej, sprowadzono Niemców- emigrantów, którzy głosowali za przyłączeniem do Niemiec. Stanowili oni 40% głosujących.

Mazury po II wojnie światowej
Decyzją podjętą na konferencji w Teheranie, Mazury weszły w skład państwa polskiego. Terytorium Prus Wschodnich podzielone zostało na części północną – którą wcielono do Związku Radzieckiego i południową – która znalazła się w granicach Polski.
Autochtoniczna ludność mazurska była bardzo źle traktowana przez ludność napływową, która uważała ich za Niemców. Przedstawiciele polskich władz, w stosunku do ludności mazurskiej, także działali bezprawnie. Do 1950 roku trwała akcja wysiedleńcza Mazurów. W miejsce byłych mieszkańców Mazur przybyła ludność z dawnych Kresów: Wileńszczyzny, Podola i Wołynia, a także Polacy wracający z Syberii.
W ramach „akcji Wisła” w 1947 roku, przesiedlono na północny obszar dawnego województwa olsztyńskiego Łemków i Ukraińców z Polski południowo-wschodniej.
(za: Wikipedia, Historia Mazur oraz podręcznik dla liceum Nowej Ery)


Zamierzam znaleźć dobrą pozycję książkową o historii Warmii i Mazur. Na pewno podzielę się wiedzą, jak i tytułem, aby każdy mógł informacji poszukać samodzielnie. Jak powszechnie wiadomo, każdy opowiada historię tendencyjnie, ze swojej strony, dopasowując fakty do własnych odczuć i poglądów. ;)
A może ktoś z czytających poleci mi jakąś książkę o tej tematyce?

Zapraszam do dzielenia się refleksjami. :)

czwartek, 17 maja 2012

Idę do kina ;)

Matura stanowczo ograniczyła moje życie kulturalne. Kiedy ostatnio byłam w kinie? Nie pamiętam już. ;)
Dzisiaj nadrabiaj braki i idę w końcu na film pt.: "Róża".
Oto zwiastun 
Mam nadzieję, że dobrze wkleiłam link, jeśli nie, podam go w następnym poście.
Po seansie opiszę wrażenia. :)

Witam serdecznie :)

Mam 18 lat i to jest mój pierwszy blog. Nie mam ani doświadczenia, ani wiedzy informatycznej. Proszę więc o wyrozumiałość :)
Zamierzam pisać o sobie ;p Pojawią się książki i filmy, które są dla mnie ważne, informacje o wydarzeniach kulturalnych. Może skrobnę jakieś opowiadanie lub wiersz. Wszystko zabarwione moimi uczuciami i refleksjami.
Nazwę bloga zaczerpnęłam z Księgi Koheleta. Wbrew pozorom nie ma ona pesymistycznego wydźwięku, gdyż Kohelet "stoi mocno na gruncie wiary w Boga, od którego wszystko pochodzi i który wszystkim rządzi" (cytat za: wstęp do Księgi Koheleta, Biblia Tysiąclecia).
Czytanie Pisma Świętego pomogło mi wielokrotnie w ciężkich chwilach. Księgą Koheleta zwalczałam depresję, poczucie beznadziei. Jest jakaś kojąca moc w słowach: "Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho słuchaniem. To co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie."
"Wszystko ma swój czas"- to też z Koheleta.
Zapraszam do czytania i komentowania :)