sobota, 30 czerwca 2012

Powrót po wyniki

Wróciłam już z Rzymu, ale nie mam czasu pisać ze względu na przygotowywanie się do rozmowy kompetencyjnej na MISH. Rzymskie wrażenia oraz zdjęcia zamieszczę później.
***
Odebrałam wyniki. Podstawy zaliczyłam wszystkie wraz z dziewiątką na początku procentowego wyniku, a i rozszerzenia poszły mi nieźle. Najbardziej dumna jestem z polskiego rozszerzonego: 98%. Jakie to piękne :)
***
Proszę, trzymajcie kciuki za rozmowę! Będę wdzięczna za każde westchnienie do Boga w tej sprawie. :)

sobota, 16 czerwca 2012

Kierunek? Roma!

Vengo dalla Polonia, non parlo italiano.- oto zdanie, z którym wyruszam na podbój Wiecznego Miasta. W tym tygodniu oderwę się od codziennego, zabałaganionego życia i wkroczę w przygodę. Wakacje- wyzwanie, czas nauki i radości.
Byłam w Rzymie rok temu- na beatyfikacji Jana Pawła II, lecz wtedy nie było czasu na zwiedzanie. Z żalem opuściłam magiczne mury starożytnego miasta, obiecując sobie powrót w celu gruntownego poznania Miasta od A do Z. Kupiłam ten przewodnik, zaplanowałam nocleg u Sióstr Antoninek i gorąco zachęciłam rodzinę (której zresztą nie trzeba było zachęcać).

A oto moje wspomnienia:

 Chwila beatyfikacji


Wieczne Miasto nocą


Koloseum


Tęsknota za Rzymem szczególnie się wzmogła, gdy uczyłam się historii sztuki (w tym architektury) przed maturą z historii. Przypomniały mi się ulice, po których chodziłam, budynki w pośpiechu podziwiane, nieodwiedzone muzea. 
We wtorek ziści się moje marzenie, kiedy kolejny raz stanę na włoskiej ziemi, powtórny raz w Rzymie.
Przywiozę wiatr we włosach, włoski język na ustach, opaleniznę, pęcherze na nogach i setki mniej lub bardziej udanych zdjęć. A Miasto wyryje wszystkie swoje znaki głębiej w moim sercu.

Było blisko ;)

Oblałam po raz trzeci, ale tym razem zaliczyłam łuk i górkę, i jeździłam po mieście ok. 30 min. Niestety, przekroczyłam prędkość (w sensie 20 km/h- było ograniczenie) podczas jazdy z górki. Ruszyłam z hamulca ręcznego, siłą gazu i spadku jezdni prędkość samochodu przekroczyła magiczne 20 km/h. Pusta jezdnia, przed znakiem kończącym ograniczenie- nie byłam dla nikogo zagrożeniem, ale musiał mnie oblać, wiem.
Cóż, cieszę się, że i tak długo jeździłam. ;)

piątek, 15 czerwca 2012

Gorycz ma. I ten lęk.

Zdasz. Jasne. Co innego możesz powiedzieć? Przyjaciółki, koleżanki, rodzina, znajomi: zdasz; w końcu do trzech razy sztuka.
Wiem, chcą dobrze, chcą mnie podbudować... ale ja czuję coraz większą presję. Denerwuję się, boję się. Wiem, że obleję. Nie mam ochoty się TAM pojawiać.

Ośrodek egzaminacyjny to najpaskudniejsze miejsce na świecie. Już przed wejściem stoją głupie kobiety w ciąży. Dlaczego głupie? Palą papierosy, niszcząc zdrowie niewinnych dzieciaczków z tak błahego powodu- oblania idiotycznego egzaminu. Nie mogę na takie coś patrzeć.

Już przy drzwiach czuć opary gorączki przedegzaminacyjnej, która dla mnie jest kompletnie niezrozumiała. Tłum niczym w przychodni lekarza pierwszego kontaktu. Ale inny. Brakuje wesołych starszych pań, rozrabiających maluszków. Przed egzaminem maturalnym też czekaliśmy ładnie w ogonku, ale było nam tak wesoło. 
- A wiecie, że jeszcze możemy zrezygnować? Może spróbujemy za rok? Śmiech.

TAM? Nudni, obcy ludzie. Siedzą jak na szpilkach, wyglancowani tak, jakby to coś pomagało.
Za szklanych drzwi wychodzą egzaminatorzy. Dlaczego te drzwi są tak skonstruowane, że nas widać, a egzaminatorów nie? No tak: powaga urzędu.
Niemiłe panie w okienku dopełniają swoimi osobami ponurą atmosferę miejsca. Nie wiem, gdzie takie się rodzą, chyba specjalnie wybierają jędze.  Egzaminatorzy również nie potrafią być uprzejmi, a uśmiech jest im obcy. Nie cierpię takich ludzi, bo ich nie rozumiem. Poziom człowieczeństwa mierzę miarą uśmiechu.  
Formaliści. Przepytywał mnie ostatnio przed kamerą, kiedy się urodziłam, jak nazywają się ojciec i matka. A sam to się rodziną nie pochwali.

Przemawia przeze mnie nie tylko gorycz, ale także zdziwienie. Dlaczego tak tam jest? Czy tamci ludzie nie mają serca? Dobrze, rozumiem, że trzeba czasem oblać delikwenta, ale nie w takim stylu. Trudno jest być człowiekiem? Wygląda na to, że dla niektórych jest to zadanie nieosiągalne.

Boję się.





***
Przepraszam, że w ten post jest taki nieuporządkowany i przeładowany negatywnymi emocjami. Trudno mi teraz spojrzeć  z boku, obiektywnie ocenić ludzi, usprawiedliwić, rozumieć. Teraz nie umiem.

czwartek, 14 czerwca 2012

Egzamin

W sobotę czeka mnie egzamin na prawo jazdy. I nie będzie to pierwsze podejście. Przy tym przerażającym egzaminie matura to pikuś.
Nie mam predyspozycji do jazdy autem. Potrzebny jest przecież refleks, szybkość reakcji. Właśnie z powodu braku tych cech zawsze byłam słaba w grach zespołowych i nienawidziłam wuefu.
Jak widać na zamieszczonym obrazku, w piątek ruszyłam z "dwójki" na skrzyżowaniu. Nie wiem dlaczego, ja tracę głowę w samochodzie. :(

Na szczęście, dzisiaj już jeździłam zdecydowanie lepiej, co bardzo mnie podbudowało. Jak będzie w sobotę? Zobaczymy. ;)

***
Nie cierpię jazdy samochodem. Może będzie ze mną tak, jak z mamą Mikołajka?

"Ucałuj swoją matkę- powiedział tata. - Celująco zdała egzamin. Za pierwszym podejściem. (...) W każdym razie bardzo się cieszymy, że już jest po wszystkim. Prawda, Mikołaj?
-Och, tak!- powiedziałem.
-A co dopiero ja- powiedziała mama. - Nie macie pojęcia, ile się nacierpiałam! Ale teraz, kiedy mam to za sobą, powiem wam jedną rzecz: nigdy więcej nie siądę za kierownicą!"

środa, 13 czerwca 2012

Idźcie na cały świat...

"Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!"



To było w poniedziałek. Od razu skojarzyło mi się z pieszą pielgrzymką do Częstochowy oraz towarzyszącym mi od dziecka pragnieniem wyjazdu na misje. To mnie pchało do nauki języków, a także chwilowo zachęcało, aby pomyśleć o zawodzie lekarza. Teraz jestem tak daleko od tamtej siebie. Straciłam coś.

***
Z przyjaciółką byłam wczoraj na meczu: Czechy- Grecja. Oczywiście, oglądanie meczu zakończyło się pytaniem w domu: "Jaki był wynik?"
A później wieczór pełen nerwów. Najpierw mecz, potem nocne Polaków rozmowy. Studia, przyszłość, czego ja chcę. A ja nie wiem, czego chcę. Najchętniej zamknęłabym się w pudełku "nic" bez obowiązków, ale też i bez przyjemności. Nigdy nie sądziłam, że stanę się taką nihilistką. Nawet brak mi chęci, by w końcu coś zrobić ze swoim życiem.

Cóż. Znikam. Czekają na mnie ostatnie strony "Ono", "Buszujący w zbożu", "Dopóki mamy twarze". Nie wiem nawet, co chcę czytać. Taki brak woli, własnego zdania. Wszego czasu irytowało to pewną przyjaciółkę. "Karola, powiedz szczerze, jakie jest Twoje zdanie?" I nie dochodziło, że ja zdania nie mam. Że mi jest dobrze tak, jak jest. I tylko czas zatrzymać.

***
Jestem niepotrzebna. Czuję się niepotrzebna. Nie potrafię dawać, nie potrafię brać. Czasem nie potrafię nawet żyć. Normalnie żyć.

Smutny ten wpis, nie taki miał być. To tylko ja. Nie uporządkowałam sobie jeszcze życia, stękam, milczę. Ale jakąś radość mam, tam w środku. Drzemie sobie ona, zachowuje spokój, ale jest.

Szukam drogi!


niedziela, 10 czerwca 2012

Niedziela

Dzisiejsza Ewangelia szczególnie mnie dotknęła i choć to tak własne, tak osobiste odczucie, to chciałabym podzielić się choć częściowo tą mieszanką radości, mocy, ukojenia i wstydu. Tak jakoś zapragnęłam, aby cały świat przylgnął do Chrystusa.

"Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone."

Bóg jest mocny!
Bóg jest wszechpotężny!
On daje wszystko!
On zwycięża szatana!
On odpuszcza grzechy!

On wiąże piekielnego mocarza i odpuszcza mi grzechy w Sakramencie Łaski i Miłości- Sakramencie Pokuty. Św. Jan Maria Vianney uczył: "Człowiek (...) sam z siebie nie wnosi niczego oprócz grzechu i kłamstwa."

Wszystko jest łaską. Dzisiaj i jutro, dzień narodzin i dzień śmierci.

"I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»".

Bo kto pełni wolę Bożą... Niczego nie pragnę bardziej niż być przygarniętą przez Chrystusa i nazwana siostrą TAM, wśród aniołów i świętych.


Tak sobie myślę, że zabrzmiało to niemal jak chęć sławy, ale absolutnie nie o to chodzi; chodzi o Niego; nie umiem wyjaśnić. Może coś nie tak w moim myśleniu, egoizmu i pychy za dużo się nagromadziło. I takiej chęci samostanowienia.


***
Krystalizują się powoli moje tematy rozmowy wstępnej. Co ciekawe, nie jestem jeszcze przekonana, czy idę na MISH. Prawdopodobnie dam sobie spokój, jeśli się dostanę na lingwistykę stosowaną. Ale czy się dostanę? Sześciu kandydatów na jedno miejsce, a matura z rozszerzonego angielskiego poszła mi słabo. Zawsze zostaje filologia polska. :) Naczytam się książek, oj, naczytam. ;)


***
Dziś kibicowałam gorąco Hiszpanom. Podoba mi się ich gra i -cóż- sami piłkarze też są niczego sobie. ;) Szkoda by było, gdyby przegrali tak pechowo, jak Holandia.
1:1 było do zaakceptowania. ;)

Złote myśli komentatorów sportowych często przyprawiają mnie o czkawkę. Taką ze śmiechu.
Np. o oszustwach piłkarzy włoskich:
"Futbol pełen jest detali, którymi trzeba sobie pomóc."
O zawodniku włoskim:
"Raj w nogach, w głowie same śmieci."

Powiedzonko irlandzkiego trenera:
"Jak nie masz kota w worku, nie mów, że go masz." ;)

sobota, 9 czerwca 2012

Futbol, futbol...

"W piłce nożnej wszystko komplikuje obecność przeciwnej drużyny."
Jean Paul Sartre

Euro 2012 wdarło się w moje życie i to na tyle, że zamieszczam ten wpis. ;)
Zazwyczaj stronię od sportu  i wychodzę znudzona, gdy ktoś włącza mecz. Ale nie wczoraj. Trudno nie kibicować "naszym". Chyba przed euro nie da się uciec. ;)
Przed meczem mówiłam: "będzie prawdopodobnie remis: 0/0". W sumie nie myliłam się tak bardzo, bo remis był z tym, że 1/1 i po pierwszej połowie chyba nikt się nie spodziewał takiego wyniku. Przewaga nad Grekami była wyraźna. Jak to się stało, że strzelili nam gola?! A potem ta czerwona kartka?!
Cóż, mecz ma dwie połowy,  piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Nie gramy do pierwszego gola, a nasza reprezentacja była mocno zmęczona bieganiem w pierwszej połowie. Grecy zdawali się oszczędzać siły. Oczywiście, jestem laikiem i się nie znam, tak oceniam z mojego punktu widzenia.
Miałam też wrażenie, że sędzia nieco sprzyja Polakom. Czy przekroczenie Sokratisa Papastathopoulosa było na czerwoną kartkę? Słyszałam tekst jakiegoś komentatora: "Powinien dostać czerwoną kartkę, bo my jesteśmy gospodarzami". Że co? Mam nadzieję, że się przesłyszałam.
Mecz był z pewnością emocjonujący. Dobrze, że Przemysław Tytoń obronił karnego. Pomodlił się przed i Pan Bóg mu pomógł. A na koniec meczu podziękował, akurat była kamera na nim, jak się przeżegnał. Nie wiem, po co to piszę, tak jakoś zapamiętałam ten moment. I oczywiście ten:

W tym miejscu był filmik ukazujący strzał Lewandowskiego. Niestety, materiał zawierał treść od partnera UEFA i został zablokowany na mocy praw autorskich. Usunęłam go z bloga, aby nie wprowadzał w błąd. [Caroline]

 O 18.00 Holandia- Dania. Komu kibicujecie? Miłego oglądania życzę! :D

piątek, 8 czerwca 2012

Młyn i krzyż


Ubóstwiam sztukę. Wpuszczając mnie do galerii, można się pozbyć mnie na kilka dobrych godzin. Nawet gdy jestem już zmęczona, siadam w mało uczęszczanej sali i z uwagą oglądam obrazy i rzeźby. Koleżanki nie mają do mnie cierpliwości, nawet rodzina zostawia mnie samą i udaje się do restauracji. Ja nie potrzebuję jeść, bo o bożym świecie nie pamiętam. Przyglądam się postaciom, nawet tym umieszczonym na dalszym planie. Zastanawiam się, jacy byli, co robili wcześniej, dlaczego mają smutny wyraz twarzy, jak dalej potoczą się ich losy. Chciałam zawsze wejść na chwilę w obraz i chwilę tam pobyć, tak jak w powieści.

Lech Majewski dał mi taką możliwość, tworząc unikatowy film: '"Młyn i krzyż". Mam wątpliwości, czy film ten można nazwać fabularnym. Nie jest to również dokument. To podróż po obrazie Bruegla.

Kto spodziewał się akcji, może czuć się zawiedziony. Dzieje się niewiele- dzień snuje się powoli, ludzie wstają, ramiona wiatraka obracają się, kupcy cierpliwie czekają na kupujących. Obok- niezauważona droga krzyżowa. Dzień z wyróżnioną chwilą, którą uchwycił Bruegel.

Czy polecam? Trudno powiedzieć. Takie filmy można uwielbiać lub nie lubić, uznać za nudne. Na pewno nikt nie przejdzie obojętnie koło filmu innego niż wszystkie, po mistrzowsku nakręconemu. Dla mnie: 10/10. Najlepszy lub jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam. Obejrzę go raz, drugi, trzeci, dzban się nie wyczerpie, gdyż w takim dziele za każdym razem można zobaczyć coś całkiem nowego, czego nie zauważyłam wcześniej.

wtorek, 5 czerwca 2012

La Petite Sirène

"Mała syrenka" to jedna z najpiękniejszych baśni wszech czasów. Zawsze kochałam baśnie Andersena, a smutne zakończenia były dla mnie synonimem piękna. Wielokrotnie kazałam sobie czytać w kółko te same baśnie: Małą Syrenkę, Dziewczynkę z zapałkami, Królową Śniegu, Dzikie Łabędzie, Stokrotkę.
Co do Małej Syrenki. byłam bardzo zaskoczona zakończeniem Disney' owskim, ale mimo to pokochałam oba filmy: Małą Syrenkę i Małą Syrenkę 2.
Francuska wersja jest przecudowna:


Lubię się uczyć, więc czuję się trochę dziwnie na moich długich wakacjach i nauka języków wydaje mi się wyjściem z sytuacji. ;) A najlepiej uczyć się, bawiąc. Jak dziecko.:D Język francuski jest trudny, nawet bardzo trudny, ale jaki piękny. Mówi się, że to język miłości.

***
Trwa Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom. W tym tygodniu ja czytałam raz, a Ty? Może jest jakaś akcja w Twoim mieście?


***
Szukam pracy... Dlaczego we wszystkich ofertach wymagane jest doświadczenie? Przecież najpierw muszę je zdobyć. Wydaje mi się to oczywiste, ale pracodawcom nie bardzo. Chciałabym się załapać jako kelnerka lub sprzedawczyni, ale wygląda na to, że będzie trudno.
A najchętniej dawałabym korepetycje. Wydaje mi się, że dałabym radę ze wszystkim, wszak zawsze byłam uczennicą wyróżnianą. ;) Ale kto by chciał brać korki u absolwentki liceum jak czasem doświadczeni nauczyciele nie mają uczniów?
Oj, dorosłe życie mi się stanowczo nie podoba. Wracam do Małej Syrenki! :D



niedziela, 3 czerwca 2012

Uroczystość Najświętszej Trójcy

Tajemnica.
Bóg Jeden w Trzech Osobach.

W przyjęciu tej tajemnicy pomogła mi pewna ikona. Została napisana przez Andrieja Rublowa na początku XV wieku. Należy do najbardziej czczonych przez wyznawców Prawosławia Rosyjskiego.  Oto ona:

Ikona ta zwana jest Trójcą Starotestamentową lub Gościnnością Abrahama, gdyż Rublow przedstawił na nim trzech wędrowców, których ugościł Abraham.

 "Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. Abraham spojrzawszy dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie." Rdz 18, 1-2 (Biblia Tysiąclecia)

Wg tradycji te trzy postacie utożsamiamy z Trójcą Świętą.  Wpatrują się w nas, zapraszając do stołu. Pochylają się w swoją stronę; promieniuje z nich wzajemna miłość rozlewająca się na człowieka (m.in. mnie- patrzącą na ikonę). Bo tylko w kontekście miłości można zgłębiać tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. Jeden Bóg w Trzech Osobach kocha Ciebie i zaprasza do stołu.

Przyznaję, od pierwszego wejścia do cerkwi jestem zafascynowana prawosławiem. Ikonostas oddzielający nas od sfery sacrum zawsze przemawiał do mojej wyobraźni, ikony pisane i wymadlane są dla mnie jakoś tak bardziej święte. Wchodząc do cerkwi, czuję się uroczyście od samego początku. Czynię znak krzyża "na odwrót"- od prawego do lewego ramienia trzema palcami (symbol Trójcy Świętej). I dopiero wtedy zastanawiam się nad tym znakiem, zwykle czynionym bezwiednie w chwilach trwogi. Zapalam świecę, ze skupieniem wpatruję się w płomyk, uspokajam się. Byłabym szczęśliwa, gdybym mogła kiedyś uczestniczyć w prawosławnym nabożeństwie. Albo chociaż greckokatolickim.

Jan Paweł II mówił, że katolicyzm i prawosławie to dwa płuca Kościoła.

"Kościół musi oddychać obydwoma płucami! W pierwszym tysiącleciu historii chrześcijaństwa wyrażenie to odnosiło się nade wszystko do dwoistości Bizancjum — Rzym; od Chrztu Rusi jego znaczenie się rozszerza: ewangelizacja zatacza szersze kręgi i coraz rozleglejsze obszary, tak że ogarnia cały Kościół. Jeśli się zważy ponadto, że to zbawcze wydarzenie nad brzegami Dniepru nastąpiło w czasie, kiedy Kościół na Wschodzie i na Zachodzie pozostawał nie podzielony, można łatwo zrozumieć, że do pełnej komunii należy dążyć w perspektywie jedności, która nie usuwa uprawnionej różnorodności" 
(źródło cytatu: wikipedia)

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Każdego Dziecka

Lubię ten dzień, pomimo, ze ze skończeniem lat 18 przestałam być dzieckiem. Babcia mówiła, że ja zawsze będę jej małą wnuczką. Pewnie, upiecze dziś dla mnie ciasto; zawsze tak okazywała miłość. :D
Dzisiaj idę do szpitala odwiedzić wszystkie dzieci zmuszone tam zostać. Szczerze mówiąc, nie chodzę tam dla dzieci, a dla samej siebie. Czuję jakbym rekompensowała sobie swoje pobyty w szpitalu. Nie mogę jednak mieć do siebie pretensji. Człowiek się rodzi z egoizmem i sam go nie pokona.
Zanurzyłam się ostatnio w książki Terakowskiej. Uczę się wrażliwości, czytając "Poczwarkę" o dziewczynce chorej na zespół Downa. To bardzo dobra pozycja, zachęcam, aby zajrzeć do biblioteki, jeśli jeszcze nie czytałeś/aś.
***
Dodałam opowiadanie "Ostatnia Róża" na moim drugim blogu. Jest to część dłuższej opowieści, wciąż jeszcze nie dokończonej.