poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Samotność, której na imię Buendia.

We li­ve, as we dream – alo­ne. 
(Joseph Conrad)

Wśród muzyki, tańca, zabaw, rozmów i śmiechu jestem samotna. Nie potrafię uciec przed moją odmiennością, przed byciem "Inną" i szaleństwem. Iście hamletowskim szaleństwem, którego natura miast wzdragać się przed śmiercią, zastanawia się: "Być albo nie być- oto jest pytanie. (...) Gdybyśmy wiedzieli, że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze boleści serca i owe tysiączne właściwe naszej naturze wstrząśnienia, kres taki byłby celem na tej ziemi najpożądańszym. Umrzeć – zasnąć." 

Wśród wirów radości, westchnień i ogólnej wesołości jestem ja. Myślę o rodzie Buendia, którego losem była samotność. Czyżby i mój taki los był? Nie mam siły na opór. Jeśli taki ma być, niech będzie. Przynajmniej wolności mi nie braknie, wypiję jej napój do dna, zachłysnę się nią. Nawet w miłości wolność jest potrzebna bardziej niż posłuszeństwo.

Czasem schodzę z parkietu, idę do łazienki, patrzę w taflę lustra. Jestem daleko, nie chce być blisko. "Kocham Cię Moją Ogromną Miłością"- słyszę głos Pana. Niedowierzanie, widzę je w swoich oczach. Jaka ja jestem słaba!...

Nie tylko ja. Ilu z teraz się bawiących, niedługo będzie płakało do poduszki? Ile niezrozumień wśród nas, ile hermetyzmu i niedzielącej się z nikim samotności? Nie mnie oceniać, nie mnie liczyć.

Meme zamilkła na wieki, Ofelia pożegnała życie w zimnej topieli. W powieściach bohaterowie umierają na czas, jakby wiedzieli, kiedy kończy się ich wątek. Czy jest tak i w naszym życiu? Nie wiem i do tej niewiedzy się przyznaję.

W śmierć jak w sen odejść pragnę,
znużony tym wszystkim.
(Szekspir)


***
Chodzi mi po głowie pewna znana piosenka:



***
Dziękuję za gratulacje pod poprzednią notką! :)

Nie pisałam długo na blogu, bo odwiedziłam pewne Miasto. Jakie? Zapraszam do prostej zgaduj-zgaduli. ;)


***
Wyjeżdżam znów, więc nie będę w stanie pisać ani komentować. Postaram się nadrobić braki we wrześniu. ;)

12 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post, do przemyślenia...
    Miłej podróży życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśli biegną, staram się je łapać i zapisywać. Mam nadzieję, że te przemyślenia zaprowadzą Cię do bardziej optymistycznej konkluzji niż mnie. Wciąż balansuję na granicy depresji, a tytuł bloga nie wziął się znikąd.

      Dziękuję. :D

      Usuń
  2. Doskonale Cię rozumiem, sama przez to przeszłam, przez depresję, która z dnia na dzień coraz bardziej się pogłębiała. Nawet nie wiem co było jej przyczyną, ale zostałam uzdrowiona w dosłownym sensie. Na rekolekcjach z ojcem Jamsem Manjackalem , które były prowadzone akurat w moim mieście. W jednej chwili podczas modlitwy poczułam ulgę, całkowitą zmianę, a po chwili ojciec wypowiedział moje imię, że zostałam uzdrowiona podczas komunii. Komunia uzdrawia, a mało kto w to wierzy (sama mam z tym problem). Trzeba się o to modlić, a kiedyś, kiedy Bóg uzna to za słuszne (a On nigdy się nie myli) uzdrowi Cię.
    Będę się o to modlić :)

    PS: Jeśli kiedykolwiek chciałbyś podzielić się swoimi odczuciami, smutkami, radościami, czy problemami w mniej publicznym miejscu to możesz napisać do mnie maila ( susanmark1995@gmail.com ). Postaram się pomóc, wesprzeć lub po prostu wysłuchać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję za miłe słowa i e-maila. :) Napiszę, gdy będzie mi ciężko.

      Usuń
  3. Nie wiemy, kiedy Pan zdecyduje się zakończyć nasze życie, może dlatego jest tak bardzo ciekawe, bo każdego dnia może zdarzyć się coś, czego się nie spodziewamy.
    Samotność odczuwam za często...

    Tak na marginesie: odwiedziłaś miasto, które od października będzie moim miastem ;) Wrocław i jego krasnoludki, co wygrałam za zgadywankę? haha ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, doświadczyłam tego całkiem niedawno. :D

      Usuń
  4. To chyba nie jest niepokojące, ten Twój obecny stan. W Twoim życiu następują zmiany: koniec szkoły, początek studiów i prawdziwie(j) dorosłego życia. Wszystko będzie nowe, niepewne. Spotykaj się jak najczęściej z przyjaciółmi - niech oni będą stałą, czymś niezmiennym w Twoim życiu. Na razie szalej, w przeciwieństwie do mnie masz jeszcze miesiąc wakacji. :) I oczywiście nie martw się, uszy do góry! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. :) Niestety, moi przyjaciele rzadko mają dla mnie czas i zazwyczaj muszę sama się ze sobą uporać.

      Ha, nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym iść do szkoły i być choć trochę dalej od problemów dorosłego życia. ;)

      Usuń
  5. Ciekawy post.
    Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama! Zawsze jest z Tobą Bóg.
    3maj się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, ale to nie umniejsza poczucia klęski i samotności. Moja wiara jest zbyt słaba. :(

      Usuń
  6. Samotność. To boli. Wiem. Pewnie pomyślisz: "ciekawe skąd?". Już mówię. Żyję, podnoszę się z łóżka, wykonuje milion ruchów na dzień, mijam mnóstwo ludzi, rozmawiam z kilkoma, uśmiecham się i sprawiam wrażenie "radosnej i szczęśliwej dziewczynki". Tyle, że pod tym uśmiechem, pod miłymi słowami kryje się cała prawda o mnie. O dziewczynie borykającej się z problemami sercowymi, o kobiecie, która potrzebuje bliskości, zrozumienia, czy milczącego wieczoru we dwoje. Pełno ludzi wokół, a Ty jesteś sama. Sama ze sobą. Robisz, to wszystko, uczysz się, spełniasz marzenia, ale zaraz pomyślisz dla kogo? Kto powie, że jest ze mnie dumny? Idę na uczelnie, spędzam tam cały dzień, biorę do ręki telefon, a tam cisza, a tam pustka na ekranie - zupełnie, jak w sercu. Zupełnie, jak w duszy. Ile można czekać na jakieś fajne uczucie? Na jakiś związek, który pozwoli cieszyć się z życia? Ile można czekać? I są też momenty, w których zastanawiam się dlaczego jeszcze istnieję? Dla kogo? I znowu : "ile można czekać na szczęście?" I wtedy odpowiadam sama sobie. 20 lat, to minimum... Życie, jest zagadką. Przekonuję się o tym każdego dnia, ale to chyba jeszcze bardziej doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. Ale wiesz, co? Wmawiam sobie i, to mi chyba pomaga, że najwyraźniej Siła Wyższa wystawia mnie na próbę, ale za to szykuje mi wielką nagrodę. Pamiętaj, że nie jesteś w tym sama.
    Polecam się do rozmowy :-) Słowa pomagają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o sobie. Telefon wciąż głuchy, a wszystko wydaje się czasem takie bezsensowne...

      Dziękuję. :)

      Usuń