środa, 26 września 2012

Rozstania.


Ostatni w dzień w domu, jutro wyjeżdżam do Krakowa. Nie ukrywam- boję się tego jak każdej zmiany. Pełna książek, ubrań i niepokoju powitam jutro miasto marzeń. Z USOSem walczę już od tygodnia.
Pisać będę pewnie rzadziej w pierwszych tygodniach (albo w ogóle), muszę się oswoić z nową sytuacją, obejrzeć okolice mieszkania, poznać uniwersytet. :)

Widziałam się z pewną koleżanką, może nawet przyjaciółką, w niedzielę. Ostatnie słowa, rozstanie. Na ile? Nie wiem. Nie będę często przyjeżdżać, a ona też ma swoje życie, swoje studia.
Poza tym zmieniamy się.

"Niezależnie od tego, jak głęboko chcielibyśmy to ukryć, wiemy, że nawet najbliżsi przyjaciele- być może właśnie przez tę bliskość- spotykając się po dłuższej rozłące, odczuwają zawsze pewien chłód zmiany. Jest to naturalne i nieuniknione. Człowiek zawsze rozwija się lub cofa, nigdy nie tkwi w miejscu. Niemniej jednak, mimo całej tej filozofii, któż z nas potrafi stłumić ulotne zdumienie i rozczarowanie, którego doznajemy, widząc, że nasz przyjaciel nie jest i nie będzie taki jak kiedyś, nawet jeżeli zmienił się na korzyść. Emilka, dzięki osobliwej intuicji zastępującej jej doświadczenie, wyczuła to i wiedziała, że teraz żegna na zawsze Ilzę z czasów Księżycowego Nowiu i Shrewbury."
"Emilka na falach życia", L.M. Montgomery

Po spotkaniu z tą koleżanką płakać mi się chciało, że nie wykorzystałam życia tutaj w swoim mieście, na bliższą relację. Obie miałyśmy za dużo własnego życia, swoich spraw, problemów. "Kochamy wciąż za mało i stale za późno."

www.google.pl
Już nie zdążę się spotkać z A. przed wyjazdem, ale pogadamy na pewno przez skype'a. Jest to pewne pocieszenie. Nie wiem, co się dzieje z K., nie daje znaku życia, od kiedy wyszła z osiemnastki A. Poszłam za nią zaniepokojona, nie wiedziałam, co się stało. Powiedziała, że musi wracać, nigdy nie była skora do zwierzeń. Tłumaczyła się żałobą w rodzinie (zmarła dalsza krewna), a wiem, że dwa dni wcześniej była na weselu z chłopakiem; widziałam zdjęcia na facebooku. Zaskoczyło mnie to pokrętne tłumaczenie i niechęć do A., jak i do mnie. Nigdy nie przypuszczałam, że ta przyjaźń zakończy się w ten sposób, tak po prostu się rozleci wśród sporów o moją znajomość z A. i jej, nielubianego przez nas, chłopaka. Nie rozumiem tego i oskarżam się wciąż o dawne słowa, ostrzeżenia dawane w niby dobrej wierze. Niewesoło z tymi znajomościami, jak zwykle- zawodzę.


Teraz wyjeżdżam. Nie uciekam, choć w tej sytuacji tak to wygląda. Zostawiam wszystko w bałaganie: pokój, życie osobiste, życie duchowe. Czuję grząski grunt pod stopami. Może są jakieś rady, ale mi na wiele się nie przydadzą. Zostawiam wszystko. Niech sobie będzie, niech czeka, niech samo się rozwiąże.

Wczoraj odwiedziłam Panią E.- moją nauczycielkę angielskiego. Było bardzo miło, cieszę się, że są ludzie, którzy mi dobrze życzą i mnie wspierają. :) I cieszę się, że jestem już studentką, to takie nobilitujące. ;)

www.google.pl

poniedziałek, 17 września 2012

Rozmyślając o różnych sprawach.

Czytanie opowiadań jest jak podglądanie ludzi, z którymi spotykamy się tylko raz: w poczekalni, na przystanku, w kolejce. To wycinek z ułamka życia, lecz po tym wycinku można dowiedzieć się czasem wszystkiego.

Stałam kiedyś na przystanku, w pobliżu znajdował się supermarket. Na parking podjechał samochód. Wyszedł facet po czterdziestce, kobieta w podobnym wieku. Usłyszałam głos mężczyzny:
-Ale żeby to był ostatni sklep! Już więcej nigdzie nie będę jechał- ton opryskliwy, nieprzyjemny. Kobieta tylko skuliła się, wyraźnie przestraszona. Takie sceny zniechęcają do małżeństwa.

Zwiedzałam jeden z krakowskich kościołów. Usiadłam w ławce, by odpocząć i przeczytać w przewodniku, gdzie się znajduję. Do kościoła wszedł starszy pan; dziadek, jak to ja w myśli mówię. Pomodlił się modlitwą Ojcze Nasz, na głos. Potem zmówił jeszcze parę prostych modlitw. Głosem przejmującym, prosto z serca. Zdawał się być bardzo przejęty, wyciągnął banknot, wziął laseczkę i udał się do puszki na datki. Szedł z trudnością. Później wyszedł z kościoła.

Byłam na dożynkach u znajomych, na wsi. Przed niemal każdym domem stała kukła ze słomy, przebrana za gospodarza bądź gospodynię. Stanęłam przy płocie, czekałam na przejście pochodu. Stojąca obok mnie mała dziołszka powiedziała do jednaj z kukieł: Wiesz co, ale te rękawiczki, to masz Ty za duże. Uwaga była zwrócona słusznie. Duże, podziurawione rękawice były stanowczo zbyt duże na pozbawioną palców kukłę.

Tak, lubię obserwować ludzi. Ma to w sobie urok życia i bycia poza ich życiem z możliwością wniknięcia w nie.

***
Isaac Bashevis Singer snuje opowieści o społeczności żydowskiej, która dla nas- katolików zawsze pozostanie nieco egzotyczna. Jan Paweł II mówił, że Żydzi to nasi starsi bracia. W książce "Dziecko Noego" Schmitta spotkałam się z jeszcze ciekawszym określeniem: Żydzi to chrześcijanie sprzed Chrystusa. Wyrażenie to było szczególnie lubiane przez małego, zafascynowanego religią katolicką, bohatera tej krótkiej opowiastki. 

***
Singer to dobry gawędziarz. Z jego twórczością zapoznałam się jako młodsza dziewczynka, czytając Opowiadania dla dzieci. Opowiadania, które czytam teraz są utrzymane w tym samym stylu, pewnym ograniczeniem może być tematyka.

Jednym z wycinków z życia było opowiadanie o dziewczynie, która czuła się mężczyzną.
-Jentł!- ty masz duszę mężczyzny.
-To dlaczego urodziłam się kobietą?
-Nawet w Niebie popełnia się błędy.

Na tle tamtej społeczności niechęć dziewczyny do małżeństwa jest niezrozumiała. Jentł ucieka się do postępu i przebiera za chłopca, a historia robi się coraz bardziej zabawna. Jako sierota Anszel, dziewczyna trafia do jesziwy, gdzie zaprzyjaźnia się z Awigdorem. Spełnia prośbę przyjaciela i "żeni się" z Hadasą- piękną kobietą,  która zerwała zaręczyny z Awigdorem. Przyjaciele często spotykają w domu teściów Anszela. Pewnego dnia prawda wychodzi na jaw. Jentł wyznaje prawdę, przyznaje nawet, że poślubiła Hadesę, by być blisko Awigdora.
-Przecież mogłaś zostać moją żoną!
-Chciałam studiować z tobą Gamarę i Komentarze, a nie cerować ci skarpetki!
Fenomenalne zdanie. Tak jak i to: Ze mnie teraz ani kobieta, ani mężczyzna. 

***
Płeć. Podobno jesteśmy dwiema połówkami pomarańczy. Kobieta i mężczyzna tworzą całość. Nie wiem, jak Wy, ja często marzyłam o tym, by być nie połówką, lecz całością. By być choćby dzień facetem i wiedzieć, jak to jest. Jesteśmy inni i nigdy nie zasmakujemy tej inności od wewnątrz.
W "Raju utraconym" Milton twierdzi, że duchy mogą sobie dowolnie dobierać płeć, a czasem i pozostawać bez niej. Przeciwne zdanie ma C.S.Lewis, pisząc w "Perelandrze", że wszystko ma swój rodzaj. Nie płeć, lecz rodzaj. Jak jest naprawdę? Chyba nieważne. Ale nasza płeć ważna. Nawet bardzo ważna.

Ciekawa jestem Waszej opinii na temat płciowości, która jest chyba czymś więcej niż dowolnie dobraną parą chromosomów. Przychodzimy na świat jako dziewczynka lub chłopiec (pomijając anomalie), mamy nie tylko swoją osobowość, ale też pewną osobowość płci, inaczej zaprogramowany mózg. Tak, czy nie? Wstrzymuję się od jednoznacznego sądu.*

*Jeszcze jakieś herezje zacznę prawić.**
**A może już zaczęłam?

czwartek, 13 września 2012

Szarańcza

Zanim jeszcze poczułam tą nieodpartą chęć przeczytania "Szarańczy" Gabriela Garcia Marqueza, byłam zlana potem. Obudziłam się ze snu zapomnianego szybciej niż pozbawienie życia ćmy, o której pamięć jest ostatnim ogniwem łączącym dziś z wczoraj. Powinnam była wiedzieć, że wizyta w bibliotece nie skończy się na oddaniu książek. Tak samo, jak i dziś musiałam sięgnąć po książkę, tak i wczoraj podejść do półki z literaturą Ameryki Łacińskiej. Sama nazwa jest hipnotyzująca, cudem jest, że wcześniej ją omijałam, a nie żałuję omijania z tego samego powodu, dla którego nie mogę polecić Marqueza nikomu. To samo przychodzi do człowieka, że czyta to, co jest mu przeznaczone, kiedy jest przeznaczone.

W pewne listopadowe popołudnie ten świat powitało dziecko, dziewczynka. W tym czasie jeszcze nikt nie wiedział, że będzie ona żyła lat osiemnaście lub dłużej, po to właśnie, by czytać dzieła Marqueza. A pisarz kolumbijski będzie ją wpędzał w rozpacz, tak że będzie rwała włosy z głowy. Czy będę w stanie w przyszłości, nieodgadnionej i zapomnianej często jak ten sen wczorajszej nocy, napisać zdanie jedno, plastyczne na tyle, że powołam nową rzeczywistość? Marquez czyni to w każdym zdaniu.


"Szarańcza" to latynoska "Antygona". Autor nie ucieka przed skojarzeniem historii z inną, bliską i znaną całemu światu. Czytelnik, zanim zostanie przeniesiony do rzeczywistości Macondo, ma przed oczami cytat z dramatu Sofoklesa: 

"A zaś obwieścił, aby Polinika
Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały,
By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył;
Mają więc leżeć bez łez i bez grobu,
Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę."

 
 Narrator opowiada na nowo tragedię, a jest mistrzem słowa. Retrospekcje i retardacje zaprowadzają w głąb mistycznego koła czasu, które obraca się, odchodzi i powraca, kiedy już chcę rozstać się z opowieścią. Polifoniczna narracja zmienia perspektywę, zakrzywia ją i pozwala na wciąż świeże zadziwienie bohaterami, słowem, samą sobą.

Zamknęłam książkę za ostatnim słowem, myśląc o tej chwili, gdy obudziłam się z zapomnianego snu, aby podążyć za nieodpartym pragnieniem zanurzenia się w rzeczywistość Macondo.

wtorek, 11 września 2012

Wokół ewangelizacji.

W piątek przeżyłam w Krakowie niezwykłą przygodę. Był to Pierwszy Piątek Miesiąca, więc poszłam na Mszę Św. do Kościoła Mariackiego. Byłam mocno zawiedziona szybko odprawionym misterium, bez organów i bez śpiewu. Nie wiem, czego oczekiwałam po półgodzinnej Mszy w dzień powszedni. Przyszło mi na myśl, że to może moja pycha domaga się jakiejś wyjątkowej ceremonii. A przecież każda Msza Święta jest cudem.
Szłam później przez krakowski Rynek, pochłonięta myślami. Marudziłam trochę, jak to ja mam w zwyczaju. Zatrzymał mnie głos:
-Przepraszam, możemy zająć chwilę?
Dwóch młodych chłopaków. Ciekawe, co chcą mi sprzedać.
-Owszem. Słucham.
-Czy ktoś Ci mówił, że Jezus Cię kocha?
Ha. Zaczyna mi się podobać ten Kraków. Nasuwa mi się tylko pytanie: czy ja wyglądam na osobę potrzebującą ewangelizacji?
Wyglądam, czy nie- potrzebuję. Jak dobrze, że szaleńcy Boży chodzą po tym świecie.

***
Koleżanka z klasy miała w niedzielę urodziny. Wyjątkowa osoba, w swoim czasie spełniła bardzo ważną rolę w moim życiu, dodając mi otuchy i mówiąc przemiłe słowa: Karolina, Ty jesteś bardzo fajna, ale nie umiesz się zareklamować. Może i tak...
Wysłałam życzenia. Szczere. Napisałam to, o czym myślałam. Ona odpisała, że się popłakała, czytając moją wiadomość i... jeszcze dużo innych miłych słów, prywatnych, do mnie.
Jest pierwszą osobą, która wraca do Boga niemal na moich oczach. Mam ochotę śpiewać pienia chwały.

***
Chcę wypełnić zadanie, dla którego Pan posłał mnie na ten świat. I... iść do Nieba. Jak najszybciej.

środa, 5 września 2012

Takie małe roztargnienia.

Wróciłam. Z Krakowa- miasta mojego, które na mnie czeka wciąż i wciąż.

***
Jakiekolwiek błędy popełniłam wcześniej, ilekolwiek razy zeszłam ze ścieżki, kogokolwiek dotknęłam i jak mocno zraniłam, tu i teraz Pan da mi szczęście. Moja ziemia obiecana prawdopodobnie wszędzie by mogła się znaleźć, lecz żałować czegokolwiek przed- właśnie-tym- momentem nie jestem w stanie. Jak inaczej mogłabym być w tej chwili, tutaj, pełna oczekiwania i dzikiej nadziei w sercu?

"Tęsknota nade mną szeleszcze.
Trąca mnie skrzydłem mewim.
Czy wciąż ta sama jeszcze?
Nie wiem! nie wiem
..."


Ach, głupia jestem i naiwna, wiem to. Choć historia ta może się skończyć różnie, a mnie może pozostać tylko poduszka i płacz, i niemoc.. Cieszę się

"Słowiki są dziś nieswoje, 
bzy są jak chmury krzyżyków
chcesz zabić serce moje
Przecież się nie zabija słowików..."
(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)
 
***

Niemoc mnie ogarnia. Przyznaję się. Na zakochanie chora jestem. W nocy sen tulić mnie nie chce, usta me jeść nie chcą nic. Z rąk mi leci świat, pieniądze, chusteczki i bilety. Śmieję się pusto, a czasem i płaczę. Jestem drażliwa i nieogarnięta. Odgadłam już, co to za choroba i medyka nie potrzeba. :)

Za osobista stała się ta notka, lecz nic innego napisać nie jestem w stanie. ;) Cóż, wierzę, że Bóg wie, co robi i co dla mnie dobre. :) Na razie: cicho sza!

***
Zgadywankę wygrała: mh . Oczywiście, był to Wrocław- miasto studenckie mojej przyjaciółki. Gratuluję skojarzenia z krasnalem. :D