poniedziałek, 17 września 2012

Rozmyślając o różnych sprawach.

Czytanie opowiadań jest jak podglądanie ludzi, z którymi spotykamy się tylko raz: w poczekalni, na przystanku, w kolejce. To wycinek z ułamka życia, lecz po tym wycinku można dowiedzieć się czasem wszystkiego.

Stałam kiedyś na przystanku, w pobliżu znajdował się supermarket. Na parking podjechał samochód. Wyszedł facet po czterdziestce, kobieta w podobnym wieku. Usłyszałam głos mężczyzny:
-Ale żeby to był ostatni sklep! Już więcej nigdzie nie będę jechał- ton opryskliwy, nieprzyjemny. Kobieta tylko skuliła się, wyraźnie przestraszona. Takie sceny zniechęcają do małżeństwa.

Zwiedzałam jeden z krakowskich kościołów. Usiadłam w ławce, by odpocząć i przeczytać w przewodniku, gdzie się znajduję. Do kościoła wszedł starszy pan; dziadek, jak to ja w myśli mówię. Pomodlił się modlitwą Ojcze Nasz, na głos. Potem zmówił jeszcze parę prostych modlitw. Głosem przejmującym, prosto z serca. Zdawał się być bardzo przejęty, wyciągnął banknot, wziął laseczkę i udał się do puszki na datki. Szedł z trudnością. Później wyszedł z kościoła.

Byłam na dożynkach u znajomych, na wsi. Przed niemal każdym domem stała kukła ze słomy, przebrana za gospodarza bądź gospodynię. Stanęłam przy płocie, czekałam na przejście pochodu. Stojąca obok mnie mała dziołszka powiedziała do jednaj z kukieł: Wiesz co, ale te rękawiczki, to masz Ty za duże. Uwaga była zwrócona słusznie. Duże, podziurawione rękawice były stanowczo zbyt duże na pozbawioną palców kukłę.

Tak, lubię obserwować ludzi. Ma to w sobie urok życia i bycia poza ich życiem z możliwością wniknięcia w nie.

***
Isaac Bashevis Singer snuje opowieści o społeczności żydowskiej, która dla nas- katolików zawsze pozostanie nieco egzotyczna. Jan Paweł II mówił, że Żydzi to nasi starsi bracia. W książce "Dziecko Noego" Schmitta spotkałam się z jeszcze ciekawszym określeniem: Żydzi to chrześcijanie sprzed Chrystusa. Wyrażenie to było szczególnie lubiane przez małego, zafascynowanego religią katolicką, bohatera tej krótkiej opowiastki. 

***
Singer to dobry gawędziarz. Z jego twórczością zapoznałam się jako młodsza dziewczynka, czytając Opowiadania dla dzieci. Opowiadania, które czytam teraz są utrzymane w tym samym stylu, pewnym ograniczeniem może być tematyka.

Jednym z wycinków z życia było opowiadanie o dziewczynie, która czuła się mężczyzną.
-Jentł!- ty masz duszę mężczyzny.
-To dlaczego urodziłam się kobietą?
-Nawet w Niebie popełnia się błędy.

Na tle tamtej społeczności niechęć dziewczyny do małżeństwa jest niezrozumiała. Jentł ucieka się do postępu i przebiera za chłopca, a historia robi się coraz bardziej zabawna. Jako sierota Anszel, dziewczyna trafia do jesziwy, gdzie zaprzyjaźnia się z Awigdorem. Spełnia prośbę przyjaciela i "żeni się" z Hadasą- piękną kobietą,  która zerwała zaręczyny z Awigdorem. Przyjaciele często spotykają w domu teściów Anszela. Pewnego dnia prawda wychodzi na jaw. Jentł wyznaje prawdę, przyznaje nawet, że poślubiła Hadesę, by być blisko Awigdora.
-Przecież mogłaś zostać moją żoną!
-Chciałam studiować z tobą Gamarę i Komentarze, a nie cerować ci skarpetki!
Fenomenalne zdanie. Tak jak i to: Ze mnie teraz ani kobieta, ani mężczyzna. 

***
Płeć. Podobno jesteśmy dwiema połówkami pomarańczy. Kobieta i mężczyzna tworzą całość. Nie wiem, jak Wy, ja często marzyłam o tym, by być nie połówką, lecz całością. By być choćby dzień facetem i wiedzieć, jak to jest. Jesteśmy inni i nigdy nie zasmakujemy tej inności od wewnątrz.
W "Raju utraconym" Milton twierdzi, że duchy mogą sobie dowolnie dobierać płeć, a czasem i pozostawać bez niej. Przeciwne zdanie ma C.S.Lewis, pisząc w "Perelandrze", że wszystko ma swój rodzaj. Nie płeć, lecz rodzaj. Jak jest naprawdę? Chyba nieważne. Ale nasza płeć ważna. Nawet bardzo ważna.

Ciekawa jestem Waszej opinii na temat płciowości, która jest chyba czymś więcej niż dowolnie dobraną parą chromosomów. Przychodzimy na świat jako dziewczynka lub chłopiec (pomijając anomalie), mamy nie tylko swoją osobowość, ale też pewną osobowość płci, inaczej zaprogramowany mózg. Tak, czy nie? Wstrzymuję się od jednoznacznego sądu.*

*Jeszcze jakieś herezje zacznę prawić.**
**A może już zaczęłam?

3 komentarze:

  1. a wiesz.. mi zawsze znajomi zwracają na to uwagę..

    Czasami się zapominam i palnę coś.. zwykle nawet coś zupełnie odbiegającego od tematu "ładną miałaś ostatnio sukienkę", "widziałam jak na nią ostatnio patrzyłeś", "podoba mi się to z jakim oddaniem przykładasz się do różnych rzeczy"..
    A znajomi patrzą na mnie i wyrwani z kontekstu wymieniają się uśmieszkami. Ostatnio ktoś mi powiedział: "zajęłabyś się własnym życiem a nie innych."
    Przykro mi było. Nie obserwuję "kogoś" celowo, nie planuję tego.. zwykle nawet nie patrzę na nich, a jest to jedno krótkie spojrzenie ;-)
    Intersują mnie ludzie i świat. Co nie znaczy że ich kontroluje, śledzę, pouczam, analizuje ich zachowania. Po prostu często robię to nieświadomie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obserwowanie ludzi jest przyjemne, można się tyle dowiedzieć i zaspokoić czasami ciekawość ;)
    Myślę, że rodzimy się zaprogramowani do jakiejś płci i rzeczywiście sporo się różnimy pod tym względem. Kobiety myślą zupełnie inaczej od mężczyzn, i im dłużej jestem w związku, tym bardziej to dostrzegam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam do tej ostatniej poruszanej przez ciebie kwestii raczej patologiczne podejście, bo patrzę na kogoś jak na człowieka suwerennego, niezależnego, wolnego od podziałów. Dlatego nie ma dla mnie znaczenia czy człowiek w swej człowieczej istocie bardziej preferuje sukienki czy krawaty, czy woli oglądać mecze czy może seriale niepolskiej produkcji, w końcu czy sypia z człowiekiem czy... z człowiekiem.
    Nie wiem, może to jakaś moja forma umysłowego ograniczenia.

    OdpowiedzUsuń