czwartek, 13 września 2012

Szarańcza

Zanim jeszcze poczułam tą nieodpartą chęć przeczytania "Szarańczy" Gabriela Garcia Marqueza, byłam zlana potem. Obudziłam się ze snu zapomnianego szybciej niż pozbawienie życia ćmy, o której pamięć jest ostatnim ogniwem łączącym dziś z wczoraj. Powinnam była wiedzieć, że wizyta w bibliotece nie skończy się na oddaniu książek. Tak samo, jak i dziś musiałam sięgnąć po książkę, tak i wczoraj podejść do półki z literaturą Ameryki Łacińskiej. Sama nazwa jest hipnotyzująca, cudem jest, że wcześniej ją omijałam, a nie żałuję omijania z tego samego powodu, dla którego nie mogę polecić Marqueza nikomu. To samo przychodzi do człowieka, że czyta to, co jest mu przeznaczone, kiedy jest przeznaczone.

W pewne listopadowe popołudnie ten świat powitało dziecko, dziewczynka. W tym czasie jeszcze nikt nie wiedział, że będzie ona żyła lat osiemnaście lub dłużej, po to właśnie, by czytać dzieła Marqueza. A pisarz kolumbijski będzie ją wpędzał w rozpacz, tak że będzie rwała włosy z głowy. Czy będę w stanie w przyszłości, nieodgadnionej i zapomnianej często jak ten sen wczorajszej nocy, napisać zdanie jedno, plastyczne na tyle, że powołam nową rzeczywistość? Marquez czyni to w każdym zdaniu.


"Szarańcza" to latynoska "Antygona". Autor nie ucieka przed skojarzeniem historii z inną, bliską i znaną całemu światu. Czytelnik, zanim zostanie przeniesiony do rzeczywistości Macondo, ma przed oczami cytat z dramatu Sofoklesa: 

"A zaś obwieścił, aby Polinika
Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały,
By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył;
Mają więc leżeć bez łez i bez grobu,
Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę."

 
 Narrator opowiada na nowo tragedię, a jest mistrzem słowa. Retrospekcje i retardacje zaprowadzają w głąb mistycznego koła czasu, które obraca się, odchodzi i powraca, kiedy już chcę rozstać się z opowieścią. Polifoniczna narracja zmienia perspektywę, zakrzywia ją i pozwala na wciąż świeże zadziwienie bohaterami, słowem, samą sobą.

Zamknęłam książkę za ostatnim słowem, myśląc o tej chwili, gdy obudziłam się z zapomnianego snu, aby podążyć za nieodpartym pragnieniem zanurzenia się w rzeczywistość Macondo.

2 komentarze:

  1. Szybko czytasz, ciągle nam tu coś wrzucasz ;)
    Kurde, chyba zaczyna po prostu spisywać te tytuły, które chcę przeczytać, tej też nie czytałam... mam przez ciebie książkowe kompleksy ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahoj!
    Wiesz... Ja tak bardzo cieszę się, że jesteś. Ze pamiętasz o mnie. :)

    Pomyślałam wczoraj... Chciałabyś wymieniać ze mną listy? Takie prawdziwe. :)

    OdpowiedzUsuń