poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumujmy rok ;)

I rok 2012 dobiega końca. Choć wydawało mi się to niemożliwe, pędził szybciej niż 2011, a ja zmieniłam się jeszcze bardziej. Wydoroślałam? Raczej nie, wydaje mi się, że jestem jeszcze większym dzieckiem niż w latach poprzednich... Więcej kłamałam, ale też stałam się bardziej niezależna- nawet nie w sensie, że niezależna od rodziny, bardziej od siebie i od ludzi, którzy nie umieją dać mi tyle, ile bym chciała.

Jeżeli ktoś nie kocha cię tak jak­byś te­go chciał, nie oz­nacza to, że nie kocha cię on z całego ser­ca i po­nad siły. (Gabriel Garcia Marquez)

Styczeń był miesiącem studniówki. Nie wspominam jej z sentymentem, ale też nie powiem, że bawiłam się beznadziejnie. Dobrze się bawiłam i tej nocy nie płakałam, co mi się często zdarza na wszelkiego rodzaju imprezach.

Oblałam prawko: w styczniu, w marcu i w czerwcu. W sierpniu zdałam, choć już straciłam nadzieję. Stwierdziłam, że wszystko jestem w stanie zrobić.

I to chyba prawda. Mogę zrobić wszystko. Tylko, że nie chcę. Ciągle słyszę od ludzi, że oni chcą wypróbować wielu rzeczy w życiu. Ja jestem chyba jakaś dziwna, bo... nie chcę. Nie potrzebuję żadnego doświadczenia, aby poczuć, że wykorzystałam je do cna. Nie chcę korzystać, nie chcę brać, prędzej mogę coś dać, zrobić, pomóc, poczuć się potrzebną. Być obok, obserwować cicho ten świat, przechodzących i biegnących ludzi.
Chcę czuć się bezpieczna i kochana.

Uczyłam się do matury, denerwowałam się... myślę, że napisałam nie najgorzej. Teraz czeka mnie sesja- wydaje się być gorsza od matury, ale czy taka będzie, zobaczymy. ;)

Byłam w moim Rzymie i zaczęłam studiować w moim Krakowie. W dodatku: zdecydowałam się na historię. ;)

Zabujałam się chyba ze dwa razy, co by za nudno nie było. Zostanę pewnie starą panną i będę miała gromadkę kotów zamiast dzieci, ale przynajmniej na razie żyję złudnymi marzeniami. ^^

***
Dziś jestem chora. Na Sylwestra żadnego nie pójdę, ale to dobrze: mam przynajmniej czas, aby pracę napisać.

***
A Nowy Rok właściwie już się rozpoczął... Rok wiary. To naprawdę będzie rok WIARY dla mnie. Sprawdzian, czy wśród samotności i problemów dnia codziennego będę przy Bogu.

Wierzę. To takie oczywiste dla mnie. Bóg jest, prawdę mówi Kościół Katolicki. Wiara chrześcijańska jest dla mnie  p i ę k n a.
Jest jedno maleńkie "ale". Tym "ale" jestem ja. Gdybym była kalwinką, powiedziałabym tak: "to wszystko prawda, ale ja akurat należę do tych potępionych. Nie mam do nikogo pretensji, tak wyszło. Niektórzy muszą, aby inni mogli być predestynowali do zbawienia". Ale nie jestem. Predestynacja do mnie nie przemawia, nie pasuje mi do obrazu sprawiedliwego i miłosiernego Boga...

Jestem  g r z e s z n i c z k ą.

Bóg mi dał tak dużo, a ja z premedytacją idę swoją ścieżką. Daleko. Poza.

***
Filmowo:

Byłam na Hobbicie! Film bardzo tolkienowski... i dla mnie osobiście lepszy od książki, która zdecydowanie jest dla młodszego czytelnika.
Wzruszyłam się parokrotnie, muzyka piękna, przestrzenie zapierające dech w piersiach.





Nie trzeba (chyba) nikomu przedstawiać. Jane Austen jest ponadczasowa. Romantyczny, nostalgiczny film. Tylko łzy lecą zawsze, gdy Jane wraca dorożką do domu i widzi w tylnej szybie Lefroy'a.










Po wieczerzy wigilijnej i śpiewaniu kolęd odkryłyśmy z mamą nową bajkę. ;)
Niko -renifer samotnie wychowywany przez matkę- ma wielkie marzenia- pragnie odnaleźć ojca, fruwającego w zaprzęgu św. Mikołaja i sam nauczyć się fruwać. Pomimo trudności... dąży do celu. Spełnienie marzeń będzie jednak wyglądać inaczej niż oczekiwał tego Niko.




Bajka świetna i dla dorosłych- rozbawiły mnie wątki ukazujące reniferów- kawalerów, wiecznie bawiących się chłopców. Jeszcze na Pasterce nie mogłam powstrzymać uśmiechu, jak trafnie bajka ukazała nieodpowiedzialność mężczyzn.
- Odwiedzisz ze mną mamę?
- Nie mam czasu. (faktycznie nie miał- spędzał wszystkie dni na zabawie ze swoją ferajną)
Takie prawdziwe. xD

***
Książkowo, czyli zakończmy cytatem:


"Całe nasze istnienie jest z natury jedną wielką potrzebą- niepełnym, prymitywnym, pustym i pogrążonym w odmęcie wołaniem do Tego, który potrafi ułożyć i uporządkować nasze wnętrze."

sobota, 22 grudnia 2012

Przedświątecznie

"Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."
Ten cytat chodzi za mną już od paru dni. Niby w to wierzyłam, ale już zdążyłam się przekonać, że rzeczywistość zmywa złudzenia i staję taka, jaka jestem przed każdym dniem. Nie potrafię patrzeć sercem.

***
Przeczytałam kolejną powieść C.S. Lewisa. Powieść, w której autor woła do Boga: dlaczego? Ceniony człowiek w świecie nauki i apologeta chrześcijaństwa przyznaje, że nic nie rozumie. Wszystkie filozoficzne teorie rozsypują się w drobny mak, gdy przychodzi cierpienie.

"Jeden Bóg wie, ile w mojej wierze było wyobraźni, a ile w mojej miłości egoizmu." Sparafrazowałam to zdanie, pisząc w pamiętniku: Jeden Bóg wie, ile w mojej wierze JEST wyobraźni, a ile w mojej miłości JEST egoizmu.

Powieść wstrząsnęła szczerością.

 ***
Nie wiem, co mogłabym opowiadać o sobie, swoich doświadczeniach, radościach i smutkach. We mnie wiele się dzieje, lecz tylko wewnątrz, na zewnątrz jest cisza.

Rekolekcje były. Spowiedź była. I zdania dwa zapamiętane:
1) A co Ty będziesz robić, jak dorośniesz? (zasłyszane w kościele dominikanów)
2)  Strach przed czymś to bałwochwalstwo, bo z tego czegoś robisz Boga. On jest wszechmogący i silniejszy od tego, czego się boisz. (w kościele św. Anny)

Papieskie "nie lękajcie się" nabrało dla mnie nowego znaczenia. Potrzebne były mi te słowa, mnie ciąganej po psychiatrach, mnie z zapisanymi w kartotece choroby stanami lękowymi. Mnie, wszystkim się przejmującej i za każdym silniejszym podmuchem wiatru: drżącej.

***
Dzieliłam się opłatkiem, nosiłam go ze sobą na uczelnię od środy do piątku, przez trzy dni. Łamał mi się między zeszytami, sypał. Taka nieporadna jestem. ;) Ale jest dobrze, świątecznie.

Wesołych Świąt! :)

piątek, 14 grudnia 2012

:)

Chciałabym poinformować, że żyje mi się dobrze i wszystko jest w porządku. :) Dłuższa absencja na blogu oznacza zwykle dobry czas, gdyż nie mam potrzeby ani żalić się, ani dzielić się swoją pesymistyczną filozofią.

Bądźcie szczęśliwi! Christmas is coming.

"Bądźcie gwałtowni, bo ludzie gwałtowni zdobywają królestwo niebieskie".

niedziela, 9 grudnia 2012

Nie należę do ciebie, chory świecie.

Czekam na Niebo, na nowy świat, nowe życie. Chcę tego końca świata, którego 21. grudnia nie będzie. Nie boję się Apokalipsy. Ufam. Czekam... na śmierć? Nie wiem, czy to jest normalne. Może to chęć ucieczki, nie wiem. Z drugiej strony w chwilach największego szczęścia najgłośniej wołam: "Jestem szczęśliwa. Chcę umrzeć. Teraz."

Powinno się umierać właśnie wtedy, kiedy jest się najszczęśliwszym. (Kroniki anielskie)

 [Egoizm. Bo tylko o sobie wtedy myślę... Bo ja tęsknię. Bo ja chcę. Bo ja czuję się uwięziona w ludzkim ciele. Bo ja pragnę czegoś więcej. Ciągle tylko ja i ja.]




piątek, 7 grudnia 2012

Pierwszy Piątek i po Mikołajkach :)

Tempora mutantur et nos mutamur in illis.
Ten cytat zawsze będzie mi się kojarzył z pewną młodzieżową książką: Gorycz Sławy. Nieznana bliżej, wydana w latach 60., znaleziona w biblioteczce mamy. Kiedy czytałam, irytowała mnie, była trudna w odbiorze, pełna filozoficznych dygresji, nieco oniryczna i dekadencka. Opowiadała prostą historię chłopaka, który pragnął być wyjątkowym i przez wszystkich podziwianym. Ponieważ też miałam (i chyba nadal mam) takie sny, brałam wszystko za bardzo do siebie. Teraz przypominam sobie na równi z ulubionymi powieściami frazy i wydarzenia ze znienawidzonej książki. Wszystko pozostaje w nas, chociaż czasy się zmieniają.

Zdaję sobie sprawę, że mój blog stał się śmietniskiem wszystkich moich żalów i "ale" do życia. Nie planowałam prowadzenia scricte pamiętnika w Internecie, bardziej czegoś, co pozwalałoby mi poznać inną siebie. I pisać. :)

"Panie, spraw, abym nie tyle szukał pociechy, co pocieszał; Nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał; nie tyle szukał miłości, co kochał."

Pierwszy Piątek. Czyli: zaczynamy miesiąc od nowa. Zaczynamy życie od nowa. Budujemy cały świat od nowa. Z Panem Bogiem.

***
Chcę dawać. Lubię dawać. Chcę czuć się potrzebna. Kiedyś w jakimś psychologicznym teście wyszła mi, że jestem "dawcą". Może i trochę prawdy w tym jest. Co nie umniejsza mojej pustki i samotności, kiedy w piątek siedzę sama w mieszkaniu. Podgrzewam mleko, piję mleko, piszę tę notkę. Tyle.

Dziękuję za miłe słowa, mh. :)

***
Internetowe rekolekcje: http://www.mocneslowo.pl/

środa, 5 grudnia 2012

Tylko pytam

Czy dla mnie jest przewidziane jeszcze szczęście albo choćby szczęścia cień? A może już za późno?
Znów smutno mi. :(