środa, 20 lutego 2013

Szczęście w wolności :)

Zbierałam się z notką już długo. To miałam o książce napisać, ale jakoś myśli krążyły gdzie indziej, to znów przyszły mi filozoficzne rozkminy o tęsknocie, ale poczułam, że wchodzę na zbyt prywatny teren. I w ostateczności nie pisałam nic.

Dziś już piszę, jak widać. ;) I to na temat, który chodził za mną od dawna. Chodzi o poczucie szczęścia. Wiem, że marudzę tu już od maja, a radośniejsze notki należą do rzadkości. Wiem, że tytuł bloga sugeruje, że optymizm nie jest moją mocną stroną. Gdy tymczasem, chyba jednak- jest. Mimo wszystko. Naprawdę cieszę się życiem i czy mam chandrę, czy nie- uśmiecham się. Od ucha do ucha. Po prostu. Bo życie jest piękne.

Czasem mam wrażenie, że ludzie traktują życie jako karę za ciężkie grzechy. Bo wszystko jest nie-takie.
Podczas ferii spotkałam się z L. Jedno mnie w jej wypowiedziach uderzyło. Marudzenie. Wykładowcy na politechnice są nienormalni, nauki jest potwornie dużo, zajęcia długo trwają, zadania są nie do rozwiązania, a egzaminy niemal niemożliwe do zdania. Nic, tylko się uczyła, całe pół roku, a w sesji nie spała. Jakoś nie potrafiłam współczuć. Pamiętam, że w szkole średniej mówiła podobnie- i skarżyła się na rodziców, że zapisali ją na zajęcia z niemieckiego i że każą jej chodzić na basen.

Nie mogę tego pojąć. Te studia były jej wyborem, czy nie cieszy się, że są przyszłościowe? Że trudne, ale to daje satysfakcję? Że rodzice zapewniali jej dodatkowe zajęcia, że się troszczyli i mieli na to pieniądze? Że jest na tyle silna i zdrowa, że potrafi zarwać parę nocy z rzędu- i nie skutkuje to ani gorączką ani migreną? Że mimo trudności zaliczyła prawie wszystkie egzaminy?

Nie pisałabym, gdybym zauważyła to tylko u L., ale marudzenie ogólnie popularne się zrobiło.  I gdyby to było marudzenie dla marudzenia (to rozumiem, przecież też marudzę), ale to jest marudzenie zabarwione tym ciągłym muszę/ powinnam/ to mój obowiązek. Życie- obowiązek. Życie- do odrobienia. Życie-kara?

Dla mnie każdy dzień składa się z samodzielnych wyborów. Cieszę się z mojej historii, choć będę miała trudności ze znalezieniem pracy- w przeciwieństwie do L. Cieszę się, że mogę się uczyć na egzamin bądź olać i pójść spać. Niczego nie muszę. Wszystko jest wyborem. Mogę pisać na blogu lub nie. Zjeść coś lub nie. Zadzwonić do domu lub nie. Powiedzieć dobre słowo albo złe słowo. Skłamać bądź powiedzieć prawdę. Mogę być taka jak chcę i spędzić to życie tak, jak chcę.
Cudowna wolność.

www.weheartit.com

Od kiedy znaleźliśmy się na tym świecie, jesteśmy wolni.
Nie wiem, ile mamy czasu i jak daleko do śmierci, ale TERAZ mamy wolność. I w tym jest całe szczęście.

"Jesteśmy wolni, możemy iść..."

14 komentarzy:

  1. A wszystko ma początek w... głowie, a raczej w tym, co w tej głowie jest. Jesteśmy różnie ukształtowani, mamy odmienne bagaże doświadczeń, subiektywne postrzeganie świata i inne predyspozycje. Podczas, gdy jeden człowiek, mimo nieciekawej sytuacji, potrafi zachować pogodę ducha, drugi, dzień bez narzekania może uznać za osobisty sukces.
    Wolność też bywa subiektywnym odczuciem. I to odczucie ma większe szanse panować nad naszym życiem, niż obiektywne przyjecie, uświadomienie sobie osobistej wolności.
    Niestety, żyjemy w czasach, kiedy nasza wolność jest ograniczana. Można powiedzieć, że ludzie sami tego chcą, ale kto odejdzie z pracy ze "zniewalającej" korpo, mając kredyt i dzieci na utrzymaniu?
    Niewola kosztuje. Ale wolność też.
    I w taki oto sposób napisałam wypracowanie. ;)
    Prywatne, filozoficzne rozkminy też chciałabym przeczytać - lubię to!
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ludzie są różni. Powiedziałabym nawet, że człowiek, który ma naprawdę ciężkie życie, narzeka mniej niż człowiek, który zdawałoby się, prowadzi życie bez trosk. [Pewnie dlatego tak często marudzę na blogu, bo mam... fajne życie. I ja o tym piszę- jaki paradoks!]

      Dla mnie wolność jest możliwością wyboru i wg mnie nawet ta przysłowiowa osoba z korporacji może być świadoma swojej wolności- pracuję, bo chcę to robić dla dzieci, a nie, bo muszę to robić. Jest to dokładnie tym samym- ale jak inaczej wygląda perspektywa. :)

      No i wiadomo, że za każdą decyzję musimy płacić- czasem nawet niewolą. Ale to nie zmienia faktu, że na początku drogi jesteśmy wolni.

      :D

      Usuń
    2. Tyle, że ja myślałam tu o wolności także jako o braku powinności, a troska o dzieci wiąże się z powinnością wynikającą z miłości, która to zakłada odpowiedzialność. Dlatego myślę, że pełna wolność jest niemożliwa, gdyż nigdy nie uwolnimy się od powinności. Oczywiście jest to teoretycznie możliwe. Teoretycznie.
      I gdzie jest początek drogi?
      :)

      Usuń
  2. Masz rację... ale te wybory są takie straszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz, że są straszne? :)

      Usuń
    2. Bo z ukończeniem tego nieszczęsnego 18. roku życia dociera do mnie, że będzie coraz trudniej. Nie lubię decyzji, nie lubię wyborów. Dorosłość mnie nie pociąga.

      Usuń
    3. Czułam dokładnie to samo, a w pod koniec klasy maturalnej moje niezdecydowanie sięgnęło zenitu. Warto się modlić o dobre decyzje.

      Może nie dorosłość, ale samo życie studenckie ma wiele dobrych stron, a poczucie niezależności jest... wyjątkowe. Cudne. Wbrew pozorom.

      Nie bój się:)Po 18. życie jest jeszcze fajniejsze.;) Pomimo, że okazji do decyzji jest więcej. :)

      Usuń
  3. Jak to mówiła jedna z moich profesorek - marudzenie i narzekanie należy do kanonu polskich zasad grzecznościowych :) Nie ma przy tym znaczenia obiekt, którego owo narzekanie dotyczy. Można narzekać na polityków, na pogodę, na swój stan zdrowia, a gdy wszystkie możliwości zostaną wyczerpane - na życie w ogóle. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. BARDZO mądra notka. Sama zauważyłam , że też czasami marudzę, chociaż w sumie nie wiadomo czemu, bo sama sobie to wszystko wybrałam. Dzięki za ten wpis, bo wreszcie do mnie dotarło, że rzeczywiście, może trochę bardziej należy doceniać to, co się ma?
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś chyba widziałam u Ciebie notkę o podobnej tematyce, tytułem "czy jesteś niewolnikiem" bodajże. ;)

      Mamy dużo- warto się tym cieszyć. :)

      Dziękuję za miłe słowa :*

      Usuń
    2. Tak, bo mnie też denerwuje u ludzi ta postawa, a u siebie dość skutecznie ją zwalczam :)

      Usuń
  5. bardzo pouczające i co najważniejsze trafia do tych naszych mózgownic [brzydkie to słowo może lepiej powinnam napisać umysłów ale to nie oddawało by mojej wypowiedzi tzn tego o co mi chodzi] i zgadzam się w milionach procentów, sami wybieramy sobie drogi w różnych dziedzinach życia, sami podejmujemy decyzje co do tego którą drogą chcemy iść i całą resztą ścieżek napotkanych w naszym codziennym życiu. sama wiele razy marudzę ale właśnie takie wpisy jak Twój lub nawet jak sama usiądę i pomyślę dają kopa by chwycić to swoje życie jeszcze mocniej w swoje ręce bo życie mamy tylko jedno i szkoda by je zmarnować w szczególności na marudzenie.
    dzięki ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakże mnie to ogólne marudzenie denerwuje! Mam wrażenie, że to jakiś znak szczególny naszego pokolenia, marudzimy na słońce i na deszcz, na zimną herbatę, rozpuszczone lody, na niewyspanie i na nadmiar snu, na nawał zajęć i zbytnią nudę. Nie znoszę słuchać litanii rozpaczy przed każdym kolokwium i egzaminem: że za dużo, że trudne, że im się nie chce. Do cholery, przecież nikt im nie kazał iść na studia! Jak się nie podoba - wypad do pracy!
    Ponoć młodzież w pewnym wieku jest z natury leniwa i marudna, moje obserwacje to potwierdzają, ale w pewnym momencie wypadałoby wziąć się w garść i trochę dojrzeć do pewnych rzeczy.
    Osobiście, w momencie, w którym dostałam się na studia, po prostu pokochałam uczenie się. Właśnie dlatego, że to mój świadomy wybór, że nikt mnie tu nie trzyma, że mam wolność wyboru. Każda nowa rzecz, której się dowiaduję, wydaje mi się niesamowita i mam ochotę natychmiast sprawdzić ją w praktyce!
    Szczerze nie rozumiem ludzi, którzy ciągle marudzą, których życiową ambicją jest usiąść na kanapie i mieć święty spokój. Czyny, dynamizm, rozwój - uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko, no właśnie, marudzenie. To źle i to źle. Szkoła zła? Trzeba było wybrać inną. Nauczyciele zakatowują. Nie ucz się, oceny i tak nie są potrzebne. Ale nie. Lepiej narzekać.
    Wspaniałe jest to, że możemy wybierać. Że jesteśmy wolni i nie musimy. A możemy. Wybierać to, co dla nas najlepsze.

    OdpowiedzUsuń