sobota, 30 marca 2013

Wielka Sobota

Czekam na Zmartwychwstanie. Także moje. Obudzenie się do nowego życia, wygrzebanie się z grobu egoizmu, brudu, krzyku, buntu. Sama nie uporządkuję siebie, zresztą jakiekolwiek porządki nie mają sensu, póki wciąż zostaje  s t a r e . Potrzeba przewrotu, odwrócenia rzeczywistości do góry nogami.

Nie dokonam tego sama. To może uczynić dla mnie tylko Jezus Chrystus. I tylko wtedy, gdy będę tego chciała, bo On nie czyni niczego wbrew woli człowieka.

W Te Największe i Najpiękniejsze Święta życzę Wam i sobie zmartwychwstania serc i przebudzenia się do nowego życia. Bądźmy ludźmi Dobrej Nowiny, ludźmi wielkanocnymi, ludźmi niosącymi dobrą wieść o Zmartwychwstaniu.

Teraz... trwajmy w oczekiwaniu. Słowa niepotrzebne.

czwartek, 21 marca 2013

chwile za mną i przede mną

Zamierzałam unikać osobistych notek, ale chyba nie mam takiej możliwości. Inaczej nie będę pisać nic.

Ostatnio mam jakiś kryzys z pisaniem. Przeglądam moje różne notatki, krótkie myśli w zeszytach- i są one w większości powtarzalne i nieuporządkowane. Może takie mają być, bo takie jest życie, w każdym razie takie jest moje życie. Moje myślenie.

Chciałabym iść do przodu. Pozbyć się tego, co mi ciąży. Przeszłości się nie zmieni. Tylko, że... to nie przeszłość- jestem, jaka jestem. Taka sama jestem, cały czas.

Jak człowiek raz sobie obmyśli jakąś głupotę, to trzyma się tego jak ostatniej deski ratunku. A ja wymyśliłam dużo głupot, nawet własne przesądy;).

I tak- jestem przekonana, że jak ludzie się śmieją, to z pewnością ze mnie. Jak patrzą na mnie, to oceniają mnie. Negatywnie. Jak są mili, to są fałszywi...

Jak trudno się uwolnić od tej swojej "ideologii", w której wszyscy mnie prześladują. Czasem wydaje mi się, że już się uwolniłam i myślę inaczej. Żyję inaczej. A później znów się łapię na starych nawykach.

Tak, mogę być i tak szczęśliwa, na przekór. Zawsze umiałam nie tylko uśmiechać się, ale naprawdę czuć radość. Nie wiem, czy prawdziwą, ale bardzo wielką...
Bóg mnie ratuje przede mną samą. To jest ciekawe, że człowieka trzeba ratować przed nim samym. Bo jest tak, że Bóg zna nas lepiej niż my znamy sami siebie...

Nic nie wiem. Przede mną przyszłość. Wszystko przede mną, życie przede mną.


niedziela, 17 marca 2013

Idzie wiosna...

www.weheratit.com
Widzę ją nie tylko w wiosennym odcieniu promieni słonecznych i w chłodnym, ale już wiosennym wietrze.

Wiosna idzie przede wszystkim we mnie, w mojej wierze, w moim życiu. Budzę się z letargu, z zimowego snu, z nic-mi-się-nie-chce, z zakotwiczenia  w dawnych lękach. Otwieram się i sama nie mogę uwierzyć, że jestem, jaka jestem. A na to moje samopoczucie składa się wiele czynników, z których najważniejsza jest miłość. :)

Wiosna idzie też w Kościele.
11 lutego i decyzja Benedykta XVI uczynił mnie (i myślę, że nie tylko mnie) zagubioną. Ponieważ jesteśmy tacy, jak się czujemy, ja jestem pokoleniem B XVI, tak jak moja Mama jest pokoleniem JP2. Poczułam się autentycznie samotna i opuszczona. Zabrakło mi Ojca. Nie pisałam o tym tutaj, tylko w swoim pamiętniku, więc może nie było to wyczuwalne w notkach...
Zrozumiałam jeszcze głębiej, czym jest Rok Wiary i... czekałam.
A po czekaniu tym większa radość. :)

Papież Franciszek.

Gdybym miała określić Ojca Świętego jednym słowem, powiedziałabym: jest dobry. Kocha Boga i ludzi- i tym żyje. Będzie wielkim Papieżem- czuję to. [a ja jestem medium, więc, jak czuję, to mam rację ;)] Nie potrzeba dużo opowiadać. Na kanałach informacyjnych znajdziemy historię życia, poglądy, cechy.
Dla mnie papież Franciszek jest Ojcem Świętym, którego wybrał Bóg. Dla Kościoła i dla mnie. Tak, dla mnie. Bo Bóg patrzy na całokształt i jednocześnie jest dla Niego najważniejszy każdy pojedynczy człowiek. I działa dla każdego człowieka. Działa dla mnie.

Jedne z pierwszych słów: pomódlmy się, proszę, módlcie się za mnie. Ujęła mnie pokora i ta prośba. Poczułam moc, radość, wdzięczność...
To był tak, jakby Bóg do mnie mówił, osobiście się zwracał: "Karolinko, kochanie, zacznijmy od początku. Od początku, od modlitwy, od rozmowy ze Mną. Módl się, a Ja Ci dam, o co będziesz prosić. Módl się, a Ja przyprowadzę Cię do Siebie." Poczułam się kochana nieogarniętą, wszechmogącą, największą miłością.
I zrodziło się postanowienie, by żyć modlitwą i słuchać z uwagą nauczania Ojca Świętego.

Aspołeczna, zbuntowana ja. Na uboczu. Nieśmiała i lękliwa.

Wiem, że wolą Bożą jest, aby wydobyć mnie z cienia. Mówił do mnie przez usta kapłana: módl się o poznanie swojej misji, swojego powołania.
A ja? Uciekam, boję się, tak jakby Bóg mi chciał coś odebrać. "Bądź wola Twoja"- nie pierwszy raz w życiu mam trudności ze szczerym wymawianiem tych słów. Staram się zaufać, chcę zaufać.

Idzie wiosna. Czuję to.

środa, 13 marca 2013

Habemus papam!

Biały dym, biały dym! Mamy papieża! Habemus papam! :)
Jej, jaka jestem radosna, nie mogę się doczekać...

***
Aktualizacja :) Jak przemyślę, napiszę notkę. A na razie:


niedziela, 10 marca 2013

Obok siebie

Syn marnotrawny. Miłosierny ojciec. Starszy, zazdrosny syn. Wielokrotnie analizowany, interpretowany, omawiany fragment. Dziś też Agata o tym wspomina na blogu. Jednak ja dziś chciałabym spojrzeć na ten fragment inaczej, pod kątem miłości braterskiej, międzyludzkiej.

"Pewien człowiek miał dwóch synów."
Byli braćmi, ale się wzajemnie nie kochali. W przypowieści nie zamieniają słowa między sobą.
Młodszy zabrał swoje i poszedł, nie oglądając się za siebie. Starszy, zdaje się, nie zareagował. Może nawet ucieszył się, że młodszego brata nie ma.
Nie tęsknił. Młodszy zresztą też nie- "zaczął cierpieć niedostatek" i to sprawiło, że chciał wrócić do domu, nie tęsknota za rodziną.

Powrót nie ucieszył starszego brata. Nie odczuł ulgi, że brat wrócił cały do domu, zalała go tylko zazdrość. Zwrócił się do ojca (nie do brata, z bratem rozmawiać nie chciał):
"Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę". Nie: mój brat, ale twój syn. Ojciec zaś mówi: "A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się." On jest Twoim bratem, boli mnie, że go nie kochasz.

Zastanawia mnie też młodszy brat. Czy nie mógłby i on wyjść: Bracie, chodź, zabaw się z nami. Przepraszam za to, co było. Postaram się nadrobić to, teraz ja będę pracował w polu." Może wtedy starszy by odpowiedział: "Daj spokój, będziemy razem pracowali, pomagali Ojcu. Nieważne, co było."

Ale nie. Oni ze sobą nie rozmawiali. Zwracali się tylko do ojca, domagając się skupienia uwagi na s o b i e.

www.weheartit.com
Brak miłości. Egoizm. Żyjemy obok siebie, nie widzimy się.

Czasem się mówi: "on to ma swój świat". A ja powiem: każdy ma "swój świat": swoje poglądy, swoje pragnienia, swoje cele, swój plan dnia. Mijamy się. Trudno zauważyć drugiego wśród swoich spraw.
Myślę, że Pan Bóg nie tak to wymyślił. "Nie jest dobrze, ażeby człowiek był sam." Człowiek jest istotą społeczną. Wydaje mi się, że warto czasem zatrzymać się, spojrzeć. Zrozumieć. Może wtedy byłoby mniej samotności?

Dobrej Niedzieli! :)