wtorek, 9 kwietnia 2013

Chyba nie rozumiem dziewczyn.

Dobra, uogólniam, przyznaję się. Jednak... przecież powinnam generalnie myśleć podobnie, bo jestem przecież dziewczyną, a nie łapię ni w ząb, o co chodzi w większości opowieści, w problemach i wojnach.
Mam wrażenie, że mówimy różnymi językami.

Wracałam dziś z greki i szłam z dziewczętami w stronę dworca.
Były bardzo przejęte, pocieszały się wzajemnie. Widocznie coś przykrego się stało. Chyba jestem naprawdę szczęściarą, bo raz jeden tylko (w tym roku akademickim) przydarzyła mi się sytuacja niemiła, która zabolała. Jak się przysłuchuję rozmowom, inni (inne) mają takie sytuacje codziennie albo przynajmniej raz na tydzień. Na jakiejś imprezie, na których ja nie bywam. [I widać dobrze, że nie bywam. Mam mniej problemów.]
Dowiedziałam się, że czują się porzucone, że chłopcy trzymają się razem (?), a one są podzielone na jakieś 2 obozy.(?)

Wojna jakaś? Jakiś spór?... Nie załapałam. Idę, przysłuchuję się, staram się przypomnieć sobie czasy podstawówki, gdy jeszcze bawiłam się w te gierki. A spór w szkole podstawowej był ostry: lepszy jest pies, czy kot. Optowałam oczywiście za kotem. ;)
Ale teraz już jesteśmy dorosłymi ludźmi. Przynajmniej mi się tak wydawało. Żyję w jakimś innym, swoim, świecie.

Oczywiście, pozostałam niezauważona. Szłam obok nich jakby mnie nie było. Nie wiedziałam, o czym mówią i przypuszczałam, że być może przeszkadza im moja obecność. Trudno, jak ja żyję z sobą, także i drudzy muszą żyć ze mną, nic na to nie poradzę. ;) Nie zamierzam się ulatniać, by ludziom się żyło wygodniej. Tylko... po prostu myślałam (kiedyś), że pewne koleżanki są inne. Zawiodłam się.

Nie radzę sobie z relacjami. Chcę niby napisać do K. (mojej przyjaciółki?), ale jak widzę, że jest na fejsie, siedzę na niewidocznym. Boję się, że się obraziła- bo się nie odzywałam, bo coś powiedziałam A., a jej nie, bo nie daję znać, jak przyjeżdżam do rodzinnego miasta.
Potrzebuję oddechu. Nie jestem na tyle poukładana, by utrzymywać jakieś bliskie stosunki, zwierzać się. Jak już kiedyś pisałam, nie nadaję się do przyjaźni.

Bo czy to naprawdę moja wina, że dziewczyny ciągle mają jakieś problemy? Głowa może rozboleć od tych wszystkich podejść, sposobów, strategii, sukcesów i niepowodzeń.
Chyba nie mam duszy dziewczyny, bo gdybym miała, rozumiałabym myślenie stworzonych z tej samej gliny. A może w tym właśnie jest moja dziewczęca natura, że nie rozumiem i się nad tym zastanawiam.

I nie. Wcale nie martwię się tym. Rozkminiam. Nie oceniam. Myślę.
Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić, chociaż wiem, jakie to niepoukładane. Jak ja.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

W śniegu i po Świętach

Wielkanoc przyszła niespostrzeżenie, topiąc się w śnieżnych zaspach. Nie wiem, co się dzieje z tą pogodą i naszym klimatem... Może to jest właśnie to globalne ocieplenie? Albo nadchodzi epoka lodowcowa? A nie miała ona przypadkiem nastąpić za jakieś 1500 lat?! Chociaż czytałam też o teoriach, że się właśnie rozpoczęła i przyznam, że jak spoglądam za okno, to mam podobne wrażenie. ;)


Wczoraj to by mi bardziej pasowało zaśpiewać jakąś kolędę niż pieśń wielkanocną, śpieszyć do żłóbka zamiast odkrywać, że grób jest pusty. Białe Święta. To jest zabawne, ale już tylko trochę. Zima mogłaby sobie pójść, skąd przyszła. (A skąd przyszła?)


***
Najchętniej cały ten swój marazm zrzuciłabym na śnieg, szare niebo i mróz. Tak by było najwygodniej, ale nie byłoby zgodne z prawdą. Jak tu jednak obudzić się z zimowego snu, gdy za oknem taka aura?...