niedziela, 9 czerwca 2013

codziennie zadziwiona życiem

Jest genialnie :D
Nawet nie miałam czasu, aby się pochwalić, ale teraz informuję, że byłam na weselu wraz z moim P. i jego rodzinką. Przywiozłam ze sobą pęk wrażeń, garść przemyśleń i słoneczko za oknem. Tak jakby mój dobry nastrój przegonił burzę i niepogodę.

Właśnie wróciłam, weszłam do mojego bałaganu, ogarnęłam się nieco. Teraz siedzę na łóżku i usiłuję nie zasnąć, bo wieczorkiem trzeba jeszcze do kościoła, na Mszę Św. Nie ogarniam w ogóle, jaki jest dzień tygodnia ;) Cały tydzień dzielnie walczyłam z moimi dwoma kolokwiami, egzaminem w piątek i szukaniem nowego mieszkania, więc przygotowania na wesele były trochę w biegu.

Bardzo polubiłam tę rodzinę, która w większości była dla mnie nieznanymi ludźmi, tak że z początku byłam nieco nieśmiała i wycofana, ale później się rozkręciłam i dałam się porwać w nurt zabawy:), cały czas otwierając szeroko oczy ze zdziwienia.

Jestem zadziwiona sobą, moim miejscem świecie, moim życiem. Z każdym dniem odkrywam w sobie coś nowego. Wśród specyficznego poczucia humoru i kłótliwego charakteru jest we mnie pewnego rodzaju tkliwość, chęć poświecenia się, miłości ponad wszystko. Nie jestem też tak całkiem beznadziejna i czasem, czasem coś mi wychodzi.

 Znajoma powiedziała niedawno: "Człowiek, który przestaje się dziwić, przestaje być szczęśliwy".

Jestem szczęśliwa, bo zadziwiona. Życie składa się z takich malutkich kadrów, miniaturek, które wydają się całkiem niezwiązane ze sobą, a jednak po sobie następują. Jeszcze nie jestem w stanie zobaczyć sensu, wciąż go szukam.

Czuję się często, jakbym dopiero zaczynała żyć. Jakbym cudownym zrządzeniem niebios dostała dziś ciało i życie, jakbym ja jako odrębna osoba została włożona do życia i ciała kogoś drugiego. Nie wiem, czy mówię jasno, ale jest to niesamowite uczucie. I tak czuję co moment, każdego małego dnia i dnia z większą pompą. Trudno cokolwiek ogarnąć, zrozumieć swoją sytuację, jak ciągle na nowo zadziwiona staję się sobą.

Mam sprawne ręce, nogi, wrażliwe serce, inteligencję, możliwości i młodość. Mam siebie nieporadną, zapominalską, nieśmiało drepczącą w miejscu, niewiedzącą, czego chcę. Mam siebie z taką urodą, jaką dał mi Bóg. Taką siebie, jaką się budzę co rano, patrzącą ze zdziwieniem w lustro i pytającą, czy to ja. Z taką sobą mogę uczynić, co chcę. Mogę siebie DAĆ.


Życie jest tylko jedno.

5 komentarzy:

  1. O i takie optymistyczne posty mają być! :) Dobrze, że masz fajny czas :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz u mnie. Każdy jest dla mnie bardzo cenny:) Zaczęłam czytać Twoje pierwsze posty i coś czuję, że zostanę na dłużej. Jak tylko znajdę więcej czasu to przeczytam wszystkie. To moje blogowe postanowienie:) Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę widząc taki wpis!
    Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To teraz już razem jesteśmy po weselu ;-)
    Cieszę się, że dobrze się bawiłaś.

    Post jest piękny. Daje mi do myślenia, szczególnie przy dzisiejszym humorze.
    Życie jest tylko jedno...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo, bardzo, BARDZO pozytywny post!
    Rzeczywiście, życie jest tylko jedno, więc musimy z niego korzystać, ale też doceniać świat, życie, ludzi no i przede wszystkim - same siebie :):)

    OdpowiedzUsuń