sobota, 31 sierpnia 2013

...

" Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony."

Znikam stąd na parę dni, bo wyjeżdżam z rodziną.  Napiszę po powrocie. :)

środa, 28 sierpnia 2013

plany a rzeczywistość

Lubię gromadzić. Mam dziesiątki teczek z "pamiątkami", czyli biletami do muzeów, na pociąg i wystawy, zaproszeniami na urodziny, szkolnymi wypracowaniami, znaczkami, kopertami, pocztówkami i kopertami. Czasem je przeglądam w celu zmniejszenia ich objętości, lecz kończy się na wspominaniu.

Dziś znalazłam kilka kartek zapisanych planami na nowy rok szkolny. Po piśmie poznaje, że było to gimnazjum. I wiecie co? Plany są genialne. Idealnie opracowane, rozpisane na godziny z uwzględnieniem czasu na odpoczynek ("na 30 minut pracy przypada 10 minut odpoczynku"), sen (9-10 godzin), posiłki, kąpiel, modlitwę, ruch na dworze, naukę angielskiego.
Imponujące. I... całkowicie niezrealizowane. Celem miał być dzień wolny (niedziela), niesiedzenie po nocach, więcej czasu dla siebie i na własny rozwój. Skończyło się- jak zawsze. Lenienie się, czytanie książek popołudniami i nerwowe odrabianie zadań, rozpoczynane po 21.

Może plany były zbyt idealne? Albo ja nie mam silnej woli? W każdym razie nie spędziłam ani jednego dnia według swojego "harmonogramu." Chyba nie było mi to aż tak potrzebne. Teraz jestem ostrożniejsza w planach, wyznaczam absolutne minimum i cel. Muszę wiedzieć, po co się staram, jaki to ma związek z moimi marzeniami.
 
Opracowałam sobie 3 pytania:
1) czego chcę?
2) jak to osiągnąć?
3) kiedy będę nad tym pracować?

I powiem Wam, że odpowiedź na te pytania nie jest wcale tak łatwa, jakby się wydawało. 


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

czas budowania

Wróciłam znad morza, opalona, uśmiechnięta i stęskniona za domem. To był dobry czas, chyba jedne z ostatnich takich wakacji w moim życiu. Odpoczęłam i przemyślałam dużo (jak to ja)

Tak jak mówi Księga Koheleta, jest "czas burzenia i budowania". Myślę, że ten moment życia, kilka lat po ukończeniu osiemnastki to taki czas budowania. Budowania siebie, swojej osobowości, budowania swojej przyszłości. Szukania drogi, znajdowania powołania, a także układania siebie, przygotowywania do przyszłych zadań. Czas wolności i decyzji, nadziei i obaw.

Zawsze się go bałam. Bałam się odpowiedzialności, tego, co nowe, dorosłości. Chciałam umrzeć Przedtem.
Pedagodzy i nauczyciele zgodnie mówili, że jestem niezwykle dojrzałym dzieckiem. Nie- "mała stara". Bardzo długo bawiłam się w dziecinne zabawy, ganiałam się po korytarzu, nawet biłam się z koleżankami. Ale- sama jestem zaskoczona, jak czytam swoje wypracowania z podstawówki i gimnazjum. Przebywanie z dorosłymi, bycie jedynaczką robi swoje.
Tak czy siak, dorosłości nie chciałam, bo widziałam w niej więcej obowiązków i ograniczeń niż przywilejów.

A teraz- jestem wdzięczna Bogu za to życie, które mi dał. Małe- bo nie jestem stworzona do wielkości. Jestem małym pyłkiem w historii ludzkości i na ogromnym globie ziemskim. Jestem milisekundą wobec trwania wszechświata, czy nawet obiegu Słońca po Drodze Mlecznej.
I jestem też przyszłością, jak to powiedział Jan Paweł II o młodzieży, "przyszłością świata".

***

I jeszcze jedno: czytanie z tej niedzieli, które bardzo mnie dotknęło.

"Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? (..) Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony."

Rodzice mało mnie karcili, Mama trochę krzyczała, ale klapsa dała tylko raz. Babcia raz pobiegła za mną ze szmatą. Zwykle stawało na moim, choć nie byłam jakoś specjalnie niegrzeczna.
W szkole byłam niemal nieustannie chwalona i nagradzana. Biegałam na konkursy, dostawałam świadectwa z paskiem i byłam stawiana za wzór w klasie (nie róbcie tego żadnym dzieciom!)
Wychowana generalnie "bezstresowo".

I słyszę słowa o karceniu Boga.
Nie lubię być posłuszna. Nawet samej siebie nie lubię słuchać. Nie lubię krytyki, odczuwam ją jako ingerencję w moje życie, moje decyzje, moją istotę, moją wolność. A najbardziej nie chcę cierpienia, w żadnej postaci.

Trwać w karności...Czyli słuchać Jego słów. Nie siebie, nie swoich misternie skleconych planów, swojego: "ja uszczęśliwię świat, drugiego człowieka". Ja sama z siebie nic nie mogę. Nic nie możemy.
Przyjąć to, zaakceptować. Ból też. Trudności, chorobę. "To dla naszego dobra". Wiecie, jak moje serce się buntuje? Dla naszego dobra? "Że jak? Ja bym to urządziła całkiem inaczej!"
Nie widzę żadnego "błogiego plonu sprawiedliwości". Koleżanka powiedziała kiedyś: "jednak jest sprawiedliwość", oburzona odpowiedziałam: "nie ma ani trochę sprawiedliwości i nie będzie".

Muszę się upokorzyć. W dobrym tego słowa znaczenia, to też część budowania siebie. Proszę o modlitwę- abym czyniła tak, jak On chce, a nie tak jak ja chcę. Abym zawierzyła i odnalazła powołanie. Bo każdy jakieś powołanie ma.

środa, 14 sierpnia 2013

dobrze i wakacyjnie :)

"- (...) Ale co lubię robić najbardziej- to Nic.
- A jak to się robi?- spytał Puchatek po dłuższym namyśle.
- Więc to jest tak: kiedy się idzie, żeby to robić, a właśnie akurat pytają mnie: "Co będziesz robił, Krzysiu?", odpowiadam: "Ach, nic.." i wtedy idę i to robię. (...) To znaczy po prostu chodzić sobie i przysłuchiwać się wszystkiemu, i o nic się nie martwić."

I za to kocham wakacje. Za to, że jest to czas, gdy można robić Nic. Że mogę być w moim domu, a nie w Wielkim Mieście. Moje obowiązki są takie proste. Nie muszę się martwić. Jest po prostu cudownie, jakbym znów była dzieckiem. :D


W sobotę jedziemy z Mamą w Polskę, po drodze zwiedzamy, w niedzielę dobijamy do polskiego morza. Ostatni raz byłam tam 6 lat temu. Już nie jestem tą samą dziewczynką, co kiedyś, już nie umiem tak naturalnie cieszyć się z obecności Mamy (która ma tylko mnie jedną), ale jest nam razem dobrze. Kiedyś... będę musiała odejść, wiem. Tym milsze są teraźniejsze chwile. :)

Książki kolejne wypożyczone, Marquez ładnie się uśmiecha, staram się też otaczać się angielskim i francuskim, trochę się pouczyć. Chwytam się różnych sposobów, jak się zmotywować. Przyjdzie czas na małe podsumowanie, "jak się uczyć języków obcych w wydaniu Karoliny". ;)

Dziękuję, że jesteście. Ciepło się na sercu robi, że ktoś to czyta. I mniejsza samotność jest.

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Cichy holokaust"

Chciałabym podzielić się filmikiem, jaki znalazłam w Internecie.
Gianna Jessen urodziła się w trakcie aborcji, której dokonała jej matka w 7. miesiącu ciąży. Przeżyła. Dziś działa w organizacjach pro-life. 

"God is using Gianna to remind the world that each human being is precious to Him." 
Matka Teresa

Na podstawie jej historii nakręcono film "October Baby".

Przemówienie Gianny:



Treść nagrania z moimi pogrubieniami:


„Jestem adoptowana, a moja biologiczna matka miała 17 lat, tak samo jak mój biologiczny ojciec. Była w połowie ósmego miesiąca ciąży, gdy postanowiła udać się do organizacji Planned Parenthood, która jest największym na świecie dostarczycielem aborcji. Doradzono jej późną aborcję z roztworem soli, gdzie roztwór soli jest wstrzykiwany do macicy matki. Dziecko połyka ten roztwór, co powoduje poparzenie dziecka od wewnątrz i na zewnątrz. Matka rodzi martwe dziecko w ciągu 24 godzin. 

Przy wielkim, szokującym zaskoczeniu wszystkich, nie urodziłam się martwa, lecz żywa 6 kwietnia 1977r. w poradni aborcyjnej hrabstwa Los Angeles. Co wspaniałe w tym wszystkim, odnośnie perfekcyjnego wyczucia czasu mojego urodzenia, było to, że aborter nie był jeszcze na dyżurze. Tak więc nie dano mu szansy na kontynuację swojego planu, jakim była moja śmierć. 

Wiem, że znajduję się w budynku rządowym, który jest piękny. I kocham wasz kraj tak jak własny. Ale wiem, że w czasach, w jakich żyjemy, jest całkowicie niepoprawne politycznie wymawianie imienia Jezusa Chrystusa w miejscach takich jak to. Przynosić je na tego typu spotkania, ponieważ Jego Imię może niektórych wprowadzić w potwornie niekomfortowy nastrój. Ale nie przeżyłam po to, by wszyscy mogli czuć się komfortowo. Przeżyłam po to, by wywołać nieco poruszenia. I dobrze się bawić, robiąc to. 

Tak jak mówiłam, zostałam urodzona żywa po 18 godzinach. Powinnam być ślepa. Powinnam być poparzona. Powinnam być martwa. Ale nie jestem. Wspaniałą rekompensatą jest fakt, że aborter musiał podpisać mój akt urodzenia, więc wiem, kim on jest. Również, dla słuchających niedowiarków, napisano na karcie medycznej: "Urodzona w trakcie aborcji z użyciem roztworu soli". Ha! Nie wygrali. 

Sprawdziłam, kim jest mężczyzna, który mnie abortował. Jego poradnie są największą siecią poradni w Stanach Zjednoczonych Ameryki i przynoszą 70 milionów dolarów dochodu rocznie. Czytałam kilka lat temu artykuł o nim, gdzie powiedział: "Abortowałem ponad milion dzieci i uważam to za swoją pasję". 
Mówię wam o tym, ponieważ – posłuchajcie, panie i panowie – uczestniczymy w interesującej bitwie. Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, na tym świecie toczy się bitwa pomiędzy życiem i śmiercią. Po której stronie jesteś?


Tak więc pielęgniarka zadzwoniła po karetkę i przewieziono mnie do szpitala, co jest niesamowitym cudem, bowiem wówczas, aż do 2002r., powszechną praktyką w moim kraju było zakończenie życia ocalałego z aborcji dziecka poprzez uduszenie, pozostawienie dziecka aż umrze lub wyrzucenie go.  Ale 5 sierpnia 2002r. mój niezwykły prezydent Bush podpisał prawo chroniące nowo narodzone dzieci, by zapobiec takim zdarzeniom. Widzicie… Gra toczy się o wysoką stawkę. 
Mam nadzieję być znienawidzoną do czasu gdy umrę, żeby poczuć w sobie Boga i zrozumieć, jak to jest być znienawidzonym. On był znienawidzony. Chrystus był znienawidzony! I nie chodzi o to, że oczekuję, by być znienawidzoną, bo wiem, że po mojej podróży już jestem znienawidzona. Dlatego, że głoszę życie. Mówię:„Nie dobraliście się do mnie! Cichy holokaust nie zwyciężył nade mną!”

Moją misją, panie i panowie, wśród wielu innych, jest natchnąć ludzkość do debaty, którą właśnie rozmydliliśmy i odstawiliśmy na półkę, mówiąc: „To nie jest kwestia sporna”. Usunęliśmy swoje uczucia. Stajemy się twardsi. Czy naprawdę tego chcecie? Jak bardzo chcecie się tego podjąć? Jak bardzo chcecie zaryzykować, by mówić prawdę, w miłości i łasce, stanąć i przynajmniej chcieć być znienawidzonym? I czy ostatecznie to wszystko toczy się ciebie?
A może o mnie?
Tak więc, w końcu zostałam umieszczona w pogotowiu rodzinnym, gdzie stwierdzono, że nie za bardzo mnie lubią, aczkolwiek lubię mówić: „Nie wiem, jak mogliście mnie nie uwielbiać od samego początku”. Co jest nie tak z tymi ludźmi? Ale nie uwielbili mnie. Jak widzicie, byłam znienawidzona już od poczęcia. Przez tak wielu. Ale kochana przez jeszcze więcej osób, a w szczególności przez Boga. Jestem Jego dziewczyną. Nie zadziera się z dziewczynami Boga. Mam znamię na czole, które mówi: „Lepiej bądź dla mnie miły, bo mój Ojciec rządzi światem”

Po tym, jak zostałam umieszczona w tym okropnym domu, zabrano mnie do innego domu. Pięknego domu. Domu Penny. Powiedziała mi, że miałam wtedy 17 miesięcy. Ważyłam 14,5 kg i zdiagnozowano u mnie coś, co uważam za dar, czyli mózgowe porażenie dziecięce. Zostało one bezpośrednio spowodowane brakiem dopływu tlenu do mózgu, w trakcie gdy próbowałam przeżyć. Jestem właśnie zmuszona to powiedzieć: Jeśli aborcja jest wyłącznie prawem kobiety, to gdzie były moje? Nie było tak radykalnej feministki krzyczącej o tym, jak pogwałcono moje prawa w tamtym dniu. W rzeczywistości zabijano mnie w imię praw kobiet.

Panie i panowie, nie miałabym dziecięcego porażenia mózgowego, gdybym tego nie przeżyła. Więc kiedy słyszę ten przerażający i obraźliwy argument, jakoby aborcja była potrzebna, ponieważ dziecko może być upośledzone… przeżywam horror w swoim sercu. 
Panie i panowie, są rzeczy, których można nauczyć się jedynie od najsłabszych pośród nas. I gdy pozbywacie się ich, to wy tracicie najbardziej. Bóg się nimi zaopiekuje, ale to wy będziecie cierpieć na zawsze. Cóż to za arogancja, cóż za potężna arogancja, by przez tak długi czas istnienia ludzkości uznawać argument, że silniejszy powinien dominować nad słabszymi, powinien decydować, kto ma żyć, a kto nie. Cóż to za arogancja! Czy nie zdajecie sobie sprawy, że nie jesteście w stanie sprawić, by wasze serce biło? Czy nie zdajecie sobie sprawy, że całej potęgi, którą zdaje się wam, że posiadacie, tak naprawdę jej nie macie, bo to Miłosierdzie Boga was podtrzymuje. Nawet jeśli Go nienawidzicie.

Spojrzeli więc na moją Penny i powiedzieli:„Z Gianny już niczego nie będzie”. Co jest zawsze zachęcające… Postanowiła ich zignorować i pracowała ze mną trzy razy dziennie. A gdy zaczęłam utrzymywać głowę, mówili: „Gianna nigdy nie zrobi tego i tamtego”. Długa historia, w skrócie: do 3,5 roku życia poruszałam się za pomocą chodzika i aparatu ortopedycznego. A dzisiaj stoję tu, nieco koślawo… bez chodzika i aparatu. Czasami przewracam się z wdziękiem, a innym razem zupełnie bez niego, zależnie od sytuacji, ale uznaję chwałę Boga. 
Jak widzicie, panie i panowie, jestem słabsza niż większość z was. Ale to jest moje kazanie. Cóż za niewielka cena do zapłaty, by móc oświecać świat, jak to robię. I ofiarować nadzieję. Myślę, że nie rozumiemy tego, jak rzeczy działają. Nie rozumiemy tego, jak piękne może być cierpienie. Nie pisałam się na to, ale kiedy przychodzi, zapominamy o tym, że to Bóg tym kieruje i to Bóg jest sposobem, by uczynić najbardziej nieszczęśliwe sprawy pięknymi.

Spotkałam swoją biologiczną matkę. Wybaczyłam swojej biologicznej matce. Jestem chrześcijanką.
Jest bardzo rozbitą kobietą. Przyszła na moje spotkanie, dwa lata temu. Pojawiła się bez zapowiedzi i powiedziała: „Witaj, jestem twoją matką”. To był dla mnie bardzo trudny dzień. To, co podtrzymuje mnie po tym wszystkim… prawdopodobnie pomyślicie, że jestem głupia… ale siedziałam tam i myślałam sobie: „Nie należę do ciebie. Należę do Chrystusa. Jestem Jego dziewczyną. I jestem księżniczką. Nieważne więc, co mówisz, cała twoja złość, zranienie i gniew. Nie muszę trzymać tego w sobie. I nie będę. Wszystko to mówiłam do siebie. 

Panie i panowie, macie szansę. Przez krótką chwilę chciałabym przemówić bezpośrednio do mężczyzn na tej sali. I zrobię coś, czego nigdy się nie robi. Panowie! Jesteście stworzeni do wielkich rzeczy. Jesteście stworzeni, by stawiać czoła i być mężczyzną. Jesteście stworzeni po to, by bronić kobiet i dzieci. Nie by stać bezczynnie i odwracać głowę, gdy wiecie, że dochodzi do morderstwa, i nic z tym nie robić. Nie jesteście po to, by wykorzystywać kobiety i pozostawiać nas same. Jesteście po to, by być dobrymi, wspaniałymi, łaskawymi i silnymi, by stać w obronie czegoś. Mężczyźni, posłuchajcie mnie, ponieważ jestem już zbyt zmęczona, by wykonywać wasze zadania.
Panie! Nie jesteście stworzone do wykorzystywania. Nie jesteście stworzone do siedzenia... i by nie znać swojej wartości. Jesteście po to, by myśleć, zawsze. Teraz jest wasz moment. Jakim rodzajem człowieka zamierzasz być? Wierzę, że niesamowitym… Wierzę, mężczyźni, że skorzystacie z okazji. Do słuchających polityków, a w szczególności mężczyzn, chciałabym powiedzieć tak: jesteście stworzeni do wielkich rzeczy, takich jak polityka społeczna. Jesteście po to, by bronić tego, co właściwe i dobre. Ta dość młoda kobieta stoi tu i tak mówi. To jest wasz moment. Jakim rodzajem mężczyzny chcesz być? Mężczyzną owładniętym swoją chwałą? Czy mężczyzną owładniętym chwałą Boga? To czas, by powstać – „Victoria”[organizacja pro-life w Australii]. To jest twoja godzina. Bóg będzie wam towarzyszył. Bóg będzie z wami. Macie okazję, by sławić i chwalić Boga w 2008r. Skończę tym: część z was może być lekko poirytowana, że tym, co robię, jest mówienie o Bogu i Jezusie. Jednakże czy mogę kuśtykać po tym świecie i nie oddać całego mego serca, myśli, duszy i siły Chrystusowi, który dał mi życie? Jeśli myślicie, że jestem głupia, to tylko kolejny klejnot w mojej koronie. Moim jedynym zamiarem podczas życia tutaj jest sprawienie przyjemności Bogu. Mam nadzieję, że część z tego ma sens. To po prostu pochodzi z mego serca. Niech Bóg ma was w opiece i błogosławi."

sobota, 10 sierpnia 2013

piątek, 9 sierpnia 2013

"Posłuchaj, córko!..."

"Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha!"

"Dlatego chcę ją przynęcić,
na pustynię ją wyprowadzić
i mówić jej do serca."


Stęskniłam się za Bogiem, długo nie czułam Jego obecności. A u mnie tak dużo na uczuciu jest oparte. Tak, jestem cicha. Grzeczna. A w środku... wszystko się gotuje..

Jestem zbuntowaną owieczką, zbuntowaną... córką. Wybieram sobie, co mi się podoba i oskarżam Boga o cierpienie, o niesprawiedliwość.

Chcę zacząć słuchać. Chcę zacząć wierzyć. Tylko i aż tyle.


***
Mam słomiany zapał i skłonność do odkładania w czasie (w konsekwencji nie zrobienia). Ucieczka od problemu. Jestem statystką w świecie.

Wybaczcie mi, ludzie, że was zawodzę. Wybaczcie, że nie umiem żyć. Boże, wybacz, że zamiast przyciągać do Ciebie- odciągam.

piątek, 2 sierpnia 2013

Zabawa w pytania :)

Moje 31,4 stopnie w pokoju doprowadzają mnie do szału. Boli mnie gardło, więc nici z ochłodzenia się lodami bądź kąpielą w basenie. Mogę liczyć tylko na ochłodzenie klimatu. :D

A. organizuje imprezę akurat wtedy, gdy będę z Mamą nad morzem. Gdybym wiedziała wcześniej, pewnie ułożyłabym to inaczej. Ale skąd mogłam wiedzieć, na który weekend przyjedzie z Niemiec, jak w tamtym tygodniu ona jeszcze nie wiedziała? Ciężko mi się jakoś zgrać z terminami...  Bardzo, bardzo lubię A., ale przykro mi, gdy nawet nie zapyta, czy mi pasuje.

Jutro przychodzi do mnie L. z K2. Będziemy musiały usiąść gdzieś w cieniu.  Po tym, jak widziałam się z L. wczoraj nie mam ochoty na ponowne spotkania...Tak bardzo pragnęłam przyjaźni, że boli mnie, gdy wszystko opiera się na rozmowach jak z kimś obcych bądź wzajemnych oskarżeniach. Wiem, że w tym dużo mojej winy, mojego żalu i rozpamiętywania. Nie umiem się przyjaźnić.
Poza tym wszystkim jest gorąco.... Nie odwołuję tylko dlatego, że chcę się zobaczyć w końcu z K2. Ech, asertywna to ja nie jestem...


Dostałam już drugi list od P.  :D Wierzycie, że sam zaproponował, że będzie do mnie pisał listy? Takie tradycyjną pocztą i dłuuugie. :) Jestem tak bardzo szczęśliwa, nie mogę uwierzyć, że jestem kochana. Ja. Zanim się pozbierałam. Zanim uwierzyłam w siebie. Nawet zanim sama nauczyłam się kochać. To jest niepojęte...

A teraz pytania od Zim, czyli zajęcie najlepsze na ten gorąc.

1. Czy lubisz poniedziałki? 
Chyba tak. Po weekendzie mam jeszcze dużo energii, chęci do pracy, zapału. Jestem lepiej przygotowana na zajęcia, wyspana i najedzona. Za to nie lubię niedzielnego popołudnia, kiedy muszę opuścić dom i pojechać do Krakowa. A najbardziej jest mi smutno, gdy czekam na przystanku i pada deszcz i wiem, że w mieszkaniu nikogo nie ma.
 Ale same poniedziałki lubię.


2. Na co przeznaczyłbyś/przeznaczyłabyś wygrany milion złotych?
Chyba kupiłabym mieszkanie w Krakowie, część zostawiła na wydatki typu kursy językowe, wyjazd wakacyjny, a resztę dała na bezpieczną lokatę. Poza tym starałabym się ukryć fakt posiadania pokaźnej sumy, nie nagłaśniać i nie obnosić się z tym.

3. Wakacje w Polsce czy za granicą?  


Najlepiej na zmianę. Zarówno w Polsce, jak i zagranicą jest dużo miejsc do odkrycia. A uwielbiam zwiedzać.

4. Najbardziej nielubiany przez Ciebie przedmiot w szkole to...?

Aż wstyd się przyznać, ale zawsze był to wf. Nienawidzę gier zespołowych, zawsze bardzo mnie stresowały. Basen na studiach był o wiele przyjemniejszy.
Poza tym nie lubiłam nigdy informatyki. Długo nie miałam komputera i byłam generalnie niechętna nowinkom technicznym, a szkolne komputery złośliwie się psuły.
Były dla mnie przedmioty trudne: fizyka, w pewnym okresie chemia, geografia z wymagającą nauczycielką, ale wf i informatyka wydawały mi się nie do przeskoczenia.


5. Kawa czy herbata?

Jestem uzależniona od herbaty. ;)


6. Gdybyś miał/a nieograniczone możliwości nauki języków obcych, który język byś wybrał/a?

Zamiast nauki nowego języka wolę przyłożyć się do tych, które już trochę znam: angielskiego, francuskiego, niemieckiego. A z tych 3 najbardziej podoba mi się francuski i do niego chciałabym się przyłożyć. Angielski chciałabym doprowadzić do swobodnego porozumiewania się i zdania egzaminu CAE, ale do tego daleka droga.

7. Jaki jest Twój ulubiony deser?

Myślę, że tradycyjnie- lody.


8. Która książka zdenerwowała Cię najbardziej w życiu?

Ferdydurke. Do dziś nie rozumiem, o co chodziło.


9. Wolny czas wolisz spędzać w domu czy poza domem?

Jestem zdecydowanie domatorką, do wyjścia muszę się zmusić.

10. Gdzie chciałbyś/chciałabyś pojechać na wakacje w przyszłym roku?

Nie mam jeszcze planów, ale od dawna marzę o Grecji.




11. Gdybyś miał/miała do dyspozycji wehikuł czasu - do której epoki byś się przeniósł/przeniosła?

Dobrze mi się żyje w dzisiejszych czasach, ale gdybym miała taką możliwość wybrałabym dwudziestolecie międzywojenne.

Moje pytania:
1. Wolisz planować, czy stawiasz na spontaniczność?
2. Czy wierzysz w miłość ponad wszystko, jeśli tak, co to dla Ciebie oznacza?
3. Pamiętasz swoje sny, czy zapominasz o nich zaraz po przebudzeniu?
4. Jak dużo czasu spędzasz przed komputerem?
5. Czy lubisz swój kierunek studiów?
6. Jak spędzasz wakacje?
7. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
8. Jesteś raczej optymistką, czy pesymistką?
9. Wolisz iść do kina, czy obejrzeć film na dvd?
10. Czy masz przyjaciela/ przyjaciółkę? 
11. Czy należysz/należałaś do jakiejś grupy/ stowarzyszenia/ fundacji/ duszpasterstwa/ koła naukowego etc.?

Do kogo? 
swiadectwo-zycia-20-latki.blogspot.com
pi-razy-drzwi.blogspot.com
malgo-pisze.blogspot.com  
ja-karolka.blogspot.com
nieprzytomnemysli.blogspot.com
hustawka-zycia.blogspot.com
wyznawanki.blogspot.com
studentka-optymistka.blogspot.com
butcher-blues.blogspot.com/
zrozumtowreszcie.blogspot.com/
zapiski-marudy.blogspot.com/

No, udało mi się zebrać 11 blogów, na które ostatnio zwróciłam uwagę. :P