niedziela, 11 sierpnia 2013

"Cichy holokaust"

Chciałabym podzielić się filmikiem, jaki znalazłam w Internecie.
Gianna Jessen urodziła się w trakcie aborcji, której dokonała jej matka w 7. miesiącu ciąży. Przeżyła. Dziś działa w organizacjach pro-life. 

"God is using Gianna to remind the world that each human being is precious to Him." 
Matka Teresa

Na podstawie jej historii nakręcono film "October Baby".

Przemówienie Gianny:



Treść nagrania z moimi pogrubieniami:


„Jestem adoptowana, a moja biologiczna matka miała 17 lat, tak samo jak mój biologiczny ojciec. Była w połowie ósmego miesiąca ciąży, gdy postanowiła udać się do organizacji Planned Parenthood, która jest największym na świecie dostarczycielem aborcji. Doradzono jej późną aborcję z roztworem soli, gdzie roztwór soli jest wstrzykiwany do macicy matki. Dziecko połyka ten roztwór, co powoduje poparzenie dziecka od wewnątrz i na zewnątrz. Matka rodzi martwe dziecko w ciągu 24 godzin. 

Przy wielkim, szokującym zaskoczeniu wszystkich, nie urodziłam się martwa, lecz żywa 6 kwietnia 1977r. w poradni aborcyjnej hrabstwa Los Angeles. Co wspaniałe w tym wszystkim, odnośnie perfekcyjnego wyczucia czasu mojego urodzenia, było to, że aborter nie był jeszcze na dyżurze. Tak więc nie dano mu szansy na kontynuację swojego planu, jakim była moja śmierć. 

Wiem, że znajduję się w budynku rządowym, który jest piękny. I kocham wasz kraj tak jak własny. Ale wiem, że w czasach, w jakich żyjemy, jest całkowicie niepoprawne politycznie wymawianie imienia Jezusa Chrystusa w miejscach takich jak to. Przynosić je na tego typu spotkania, ponieważ Jego Imię może niektórych wprowadzić w potwornie niekomfortowy nastrój. Ale nie przeżyłam po to, by wszyscy mogli czuć się komfortowo. Przeżyłam po to, by wywołać nieco poruszenia. I dobrze się bawić, robiąc to. 

Tak jak mówiłam, zostałam urodzona żywa po 18 godzinach. Powinnam być ślepa. Powinnam być poparzona. Powinnam być martwa. Ale nie jestem. Wspaniałą rekompensatą jest fakt, że aborter musiał podpisać mój akt urodzenia, więc wiem, kim on jest. Również, dla słuchających niedowiarków, napisano na karcie medycznej: "Urodzona w trakcie aborcji z użyciem roztworu soli". Ha! Nie wygrali. 

Sprawdziłam, kim jest mężczyzna, który mnie abortował. Jego poradnie są największą siecią poradni w Stanach Zjednoczonych Ameryki i przynoszą 70 milionów dolarów dochodu rocznie. Czytałam kilka lat temu artykuł o nim, gdzie powiedział: "Abortowałem ponad milion dzieci i uważam to za swoją pasję". 
Mówię wam o tym, ponieważ – posłuchajcie, panie i panowie – uczestniczymy w interesującej bitwie. Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, na tym świecie toczy się bitwa pomiędzy życiem i śmiercią. Po której stronie jesteś?


Tak więc pielęgniarka zadzwoniła po karetkę i przewieziono mnie do szpitala, co jest niesamowitym cudem, bowiem wówczas, aż do 2002r., powszechną praktyką w moim kraju było zakończenie życia ocalałego z aborcji dziecka poprzez uduszenie, pozostawienie dziecka aż umrze lub wyrzucenie go.  Ale 5 sierpnia 2002r. mój niezwykły prezydent Bush podpisał prawo chroniące nowo narodzone dzieci, by zapobiec takim zdarzeniom. Widzicie… Gra toczy się o wysoką stawkę. 
Mam nadzieję być znienawidzoną do czasu gdy umrę, żeby poczuć w sobie Boga i zrozumieć, jak to jest być znienawidzonym. On był znienawidzony. Chrystus był znienawidzony! I nie chodzi o to, że oczekuję, by być znienawidzoną, bo wiem, że po mojej podróży już jestem znienawidzona. Dlatego, że głoszę życie. Mówię:„Nie dobraliście się do mnie! Cichy holokaust nie zwyciężył nade mną!”

Moją misją, panie i panowie, wśród wielu innych, jest natchnąć ludzkość do debaty, którą właśnie rozmydliliśmy i odstawiliśmy na półkę, mówiąc: „To nie jest kwestia sporna”. Usunęliśmy swoje uczucia. Stajemy się twardsi. Czy naprawdę tego chcecie? Jak bardzo chcecie się tego podjąć? Jak bardzo chcecie zaryzykować, by mówić prawdę, w miłości i łasce, stanąć i przynajmniej chcieć być znienawidzonym? I czy ostatecznie to wszystko toczy się ciebie?
A może o mnie?
Tak więc, w końcu zostałam umieszczona w pogotowiu rodzinnym, gdzie stwierdzono, że nie za bardzo mnie lubią, aczkolwiek lubię mówić: „Nie wiem, jak mogliście mnie nie uwielbiać od samego początku”. Co jest nie tak z tymi ludźmi? Ale nie uwielbili mnie. Jak widzicie, byłam znienawidzona już od poczęcia. Przez tak wielu. Ale kochana przez jeszcze więcej osób, a w szczególności przez Boga. Jestem Jego dziewczyną. Nie zadziera się z dziewczynami Boga. Mam znamię na czole, które mówi: „Lepiej bądź dla mnie miły, bo mój Ojciec rządzi światem”

Po tym, jak zostałam umieszczona w tym okropnym domu, zabrano mnie do innego domu. Pięknego domu. Domu Penny. Powiedziała mi, że miałam wtedy 17 miesięcy. Ważyłam 14,5 kg i zdiagnozowano u mnie coś, co uważam za dar, czyli mózgowe porażenie dziecięce. Zostało one bezpośrednio spowodowane brakiem dopływu tlenu do mózgu, w trakcie gdy próbowałam przeżyć. Jestem właśnie zmuszona to powiedzieć: Jeśli aborcja jest wyłącznie prawem kobiety, to gdzie były moje? Nie było tak radykalnej feministki krzyczącej o tym, jak pogwałcono moje prawa w tamtym dniu. W rzeczywistości zabijano mnie w imię praw kobiet.

Panie i panowie, nie miałabym dziecięcego porażenia mózgowego, gdybym tego nie przeżyła. Więc kiedy słyszę ten przerażający i obraźliwy argument, jakoby aborcja była potrzebna, ponieważ dziecko może być upośledzone… przeżywam horror w swoim sercu. 
Panie i panowie, są rzeczy, których można nauczyć się jedynie od najsłabszych pośród nas. I gdy pozbywacie się ich, to wy tracicie najbardziej. Bóg się nimi zaopiekuje, ale to wy będziecie cierpieć na zawsze. Cóż to za arogancja, cóż za potężna arogancja, by przez tak długi czas istnienia ludzkości uznawać argument, że silniejszy powinien dominować nad słabszymi, powinien decydować, kto ma żyć, a kto nie. Cóż to za arogancja! Czy nie zdajecie sobie sprawy, że nie jesteście w stanie sprawić, by wasze serce biło? Czy nie zdajecie sobie sprawy, że całej potęgi, którą zdaje się wam, że posiadacie, tak naprawdę jej nie macie, bo to Miłosierdzie Boga was podtrzymuje. Nawet jeśli Go nienawidzicie.

Spojrzeli więc na moją Penny i powiedzieli:„Z Gianny już niczego nie będzie”. Co jest zawsze zachęcające… Postanowiła ich zignorować i pracowała ze mną trzy razy dziennie. A gdy zaczęłam utrzymywać głowę, mówili: „Gianna nigdy nie zrobi tego i tamtego”. Długa historia, w skrócie: do 3,5 roku życia poruszałam się za pomocą chodzika i aparatu ortopedycznego. A dzisiaj stoję tu, nieco koślawo… bez chodzika i aparatu. Czasami przewracam się z wdziękiem, a innym razem zupełnie bez niego, zależnie od sytuacji, ale uznaję chwałę Boga. 
Jak widzicie, panie i panowie, jestem słabsza niż większość z was. Ale to jest moje kazanie. Cóż za niewielka cena do zapłaty, by móc oświecać świat, jak to robię. I ofiarować nadzieję. Myślę, że nie rozumiemy tego, jak rzeczy działają. Nie rozumiemy tego, jak piękne może być cierpienie. Nie pisałam się na to, ale kiedy przychodzi, zapominamy o tym, że to Bóg tym kieruje i to Bóg jest sposobem, by uczynić najbardziej nieszczęśliwe sprawy pięknymi.

Spotkałam swoją biologiczną matkę. Wybaczyłam swojej biologicznej matce. Jestem chrześcijanką.
Jest bardzo rozbitą kobietą. Przyszła na moje spotkanie, dwa lata temu. Pojawiła się bez zapowiedzi i powiedziała: „Witaj, jestem twoją matką”. To był dla mnie bardzo trudny dzień. To, co podtrzymuje mnie po tym wszystkim… prawdopodobnie pomyślicie, że jestem głupia… ale siedziałam tam i myślałam sobie: „Nie należę do ciebie. Należę do Chrystusa. Jestem Jego dziewczyną. I jestem księżniczką. Nieważne więc, co mówisz, cała twoja złość, zranienie i gniew. Nie muszę trzymać tego w sobie. I nie będę. Wszystko to mówiłam do siebie. 

Panie i panowie, macie szansę. Przez krótką chwilę chciałabym przemówić bezpośrednio do mężczyzn na tej sali. I zrobię coś, czego nigdy się nie robi. Panowie! Jesteście stworzeni do wielkich rzeczy. Jesteście stworzeni, by stawiać czoła i być mężczyzną. Jesteście stworzeni po to, by bronić kobiet i dzieci. Nie by stać bezczynnie i odwracać głowę, gdy wiecie, że dochodzi do morderstwa, i nic z tym nie robić. Nie jesteście po to, by wykorzystywać kobiety i pozostawiać nas same. Jesteście po to, by być dobrymi, wspaniałymi, łaskawymi i silnymi, by stać w obronie czegoś. Mężczyźni, posłuchajcie mnie, ponieważ jestem już zbyt zmęczona, by wykonywać wasze zadania.
Panie! Nie jesteście stworzone do wykorzystywania. Nie jesteście stworzone do siedzenia... i by nie znać swojej wartości. Jesteście po to, by myśleć, zawsze. Teraz jest wasz moment. Jakim rodzajem człowieka zamierzasz być? Wierzę, że niesamowitym… Wierzę, mężczyźni, że skorzystacie z okazji. Do słuchających polityków, a w szczególności mężczyzn, chciałabym powiedzieć tak: jesteście stworzeni do wielkich rzeczy, takich jak polityka społeczna. Jesteście po to, by bronić tego, co właściwe i dobre. Ta dość młoda kobieta stoi tu i tak mówi. To jest wasz moment. Jakim rodzajem mężczyzny chcesz być? Mężczyzną owładniętym swoją chwałą? Czy mężczyzną owładniętym chwałą Boga? To czas, by powstać – „Victoria”[organizacja pro-life w Australii]. To jest twoja godzina. Bóg będzie wam towarzyszył. Bóg będzie z wami. Macie okazję, by sławić i chwalić Boga w 2008r. Skończę tym: część z was może być lekko poirytowana, że tym, co robię, jest mówienie o Bogu i Jezusie. Jednakże czy mogę kuśtykać po tym świecie i nie oddać całego mego serca, myśli, duszy i siły Chrystusowi, który dał mi życie? Jeśli myślicie, że jestem głupia, to tylko kolejny klejnot w mojej koronie. Moim jedynym zamiarem podczas życia tutaj jest sprawienie przyjemności Bogu. Mam nadzieję, że część z tego ma sens. To po prostu pochodzi z mego serca. Niech Bóg ma was w opiece i błogosławi."

13 komentarzy:

  1. Oglądałam kiedyś ten filmik, bardzo poruszający.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam October Baby, jak zwykle odbiega trochę od rzeczywistości, ale zdecydowanie jest godny polecenia.
    Niesamowicie poruszająca historia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam ten film już wcześniej i pokazuje on doskonale dramat aborcji.
    Z drugiej strony, ja się pytam, gdzie są te wspaniałe panie feministki, gdy w Indiach każdego roku morduje się w ten sposób tysiące dziewczynek tylko dlatego, że są dziewczynkami.
    A jeszcze z innej strony, łatwo się osądza kobiety, które dokonały aborcji, ale nigdy nie wiadomo, w jakiej sytuacji będziemy w przyszłości. Tylko gdzie są w tym wszystkim kościoły, parafie, zbory... Gdzie my jesteśmy, gdy jakaś zgwałcona nastolatka decyduje się na taki krok? Temat opieki nad zgwałconymi kobietami to też tak jakby temat tabu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że kobiety są często ofiarami, nawet gdy same decydują się na aborcję. Każda matka chce chronić instynktownie swoje dziecko. Sytuacja, w której decyduje się zabić- jest przecież jakaś ekstremalna, nienormalna. Więc ja bardziej współczuję niż osądzam...
      Do gwałtu jest to dodanie kolejnego nieszczęścia. Do pójścia z chłopakiem do łóżka dodanie kolejnego grzechu.
      Najgorsze jest to, że matka pozostaje sama- "masz dziecko, masz problem, zrób coś z nim". A gdzie ojcowie? Przecież nie tylko zgwałcone kobiety decydują się na aborcję.

      Usuń
    2. No właśnie - powiem więcej: najczęściej to właśnie oni proponują im "zabieg". Tak jest przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, bo np. na Bliskim Wschodzie czy w Indiach uważa się kobietę za istotę w ogóle gorszą i niższą, więc aborcje dziewczynek są tam na porządku dziennym. W Indiach to już doprowadziło do tragedii, gdyż są tam miejsca, gdzie mężczyźni najzwyczajniej w świecie fizycznie nie mogą znaleźć sobie żony.
      Kiedyś czytałam na ten temat ciekawy artykuł, napisany w latach 90-tych. Wnioski były takie, że aborcji mogą zapobiec (bo to jest ten rodzaj zjawiska społecznego, którego nigdy nie będzie się dało zupełnie wyeliminować, tak np. prostytucji czy alkoholizmu) przez dwie rzeczy: edukację i ewangelizację. Edukację dotyczącą odpowiedzialności związanej z posiadaniem dziecka, jego fizycznego rozwoju i używania mózgu podczas seksu, a ewangelizacja to chyba sprawa oczywista - szacunek do życia w ogóle. Artykuł był pisany wtedy, gdy mimo drakońskich praw aborcja w Polsce była prawdziwą narodową tragedią. A więc żadne zmiany ustaw nie mogą temu nieszczęściu zapobiec, tak jak prohibicja nie zapobiegła problemom z alkoholem w USA, lecz tylko zmiana mentalności ludzi. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Zgadzam się, nie mam nic do dodania.

      Usuń
  4. Nie jestem wierząca i jestem przeciwna mieszaniu boga w jakiejkolwiek postaci do polityki i prawa(obowiązuje przecież wolność wyznania). Nie mniej jednak - aborcja w ósmym miesiącu ciąży? Nie znam koncepcji duszy, ale jest dla mnie różnica między zapobiegnięciem połączenia się dwóch komórek z różnych ciał czy usunięciem zygoty a zabiciem człowieka, który poza macicą matki może normalnie funkcjonować. To tak jakby porównać wzięcie tabletki PO i uduszenie noworodka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta aborcja była dokonywana w 7. miesiącu ciąży, ale wydaje mi się, że nawet dziecko w 8. miesiącu nie może "normalnie" funkcjonować poza macicą. Tzw. wcześniaki często rodzą się z chorobami, jakimś niedorozwojem.
      Zygota to etap w życiu człowieka (tak jak noworodek, niemowlę). Dziecko w łonie matki się rozwija. Po urodzeniu też. Jest różnica między 16-latkiem, a 2-latkiem (2 latek mniej samodzielny, mniej rozumie)- ale to nie znaczy, że można 2-latka zabić? Człowieka rozpoznajemy po DNA. Zabicie człowieka jest zabiciem bez względu na zadawany ból, ale z zadaniem bólu jest już okrucieństwem. Układ nerwowy, odpowiedzialny za ból kształtuje się ok. 2 miesiąca. Zaś 20-tyg.: "Dr Kanwaljeet Anand, lekarz pediatra z amerykańskiego Uniwesytetu Arkansas, zeznał przed miejscowym sądem, że 20-tygodniowy płód poddawany aborcji odczuwa silny, rozdzierający ból (severe and excruciating pain). Dr Anand był przesłuchiwany jako ekspert w sprawie o uznanie za obowiązujący rządowy zakaz aborcji przy częściowym porodzie."

      Kwestia aborcji -na zdrowy rozum- należy do sfery moralności, tak jak kwestia zabójstw, kradzieży etc. Ale niestety często ludzie niewierzący ( nie mówię, że wszyscy) kierują się własną wygodą i zagłuszaniem sumienia. Stąd tematy ze sfery moralności i prawa naturalnego zaczynają się kojarzyć z religią i Bogiem.

      P.S. Oprócz tego, że pisanie "bóg" sprawia mi przykrość, jest niepoprawne. Spójrz tu:
      "[…] sposób zapisu rzeczownika bóg/Bóg uzależniony jest od tego, czy oznacza on bóstwo w religiach politeistycznych, czy też w monoteistycznych. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z jednym z wielu bóstw, czczonych przez jakąś religię, a zatem jako nazwa nieindywidualna i niejednostkowa powinna być zapisywana małą literą (bóg). Jeśli zaś mamy na myśli istotę czczoną przez religię, która uznaje tylko tę jedną istotę za najwyższą, zapisujemy ją — jako nazwę indywidualną i jednostkową — wielką literą (Bóg)."
      [http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1029:kociokocio-bogbog-ydyd&catid=44:porady-jzykowe&Itemid=58]

      Usuń
  5. Użyłam małej litery, ponieważ miałam na myśli wszystkich czczonych na świecie bogów, a nie tylko tych znajdujących się w religiach monoteistycznych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że poruszasz taki temat. O tym nigdy za wiele.
    I zainspirowałaś mnie, żebym w końcu obejrzała "October baby" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężki temat. Nigdy nie widziałam tego filmiku, ani wspomnianego filmu. Muszę przyznać, że Gianna Jassen bardzo dobitnie i z ogromną pewnością siebie opowiedziała swoją historię. Tym bardziej, że w tym wszystkim postawiła Boga na pierwszym miejscu. Wyżej l. napisała, że jest przeciwna kiedy pewne sprawy łączy się z Bogiem. Chyba wiem o co jej chodziło. W sumie ja też jestem poirytowana kiedy politycy "bawią si" w księży, lub duchowni w znawców polityki. Jest to najbardziej znany przykład. Oczywiście myślę, że dla chrześcijanina Bóg powinien wypełniać całego życie, a nie być zamykanym tylko w obrębie Kościoła, ale wydaje mi się, że jest to możliwe. Można być chrześcijaninem, ale swoje obowiązki wykonywać wg ustalonych zasad. Dlaczego to pisze? Bo w kwestiach jakiś prawnych czy innych niekonieczne jest odwołanie do Boga (nikt chyba nie wyobraża sobie aby Sejm podjął decyzję, by nie dać podwyżki pielęgniarkom, bo Kościół ma być ubogi), ale jeśli pojawia się słowo: ŻYCIE, nie mam najmniejszych oporów aby mówić o Bogu. Życie jest od Boga i akurat w sprawach gdzie bój toczy się o życie każdy człowiek na globie ma obowiązek stanąć po jego stronie. Kiedyś czytałam gdzieś artykuł o kobiecie, która bardzo zaangażowana była z pomoc dziewczynom, kobietom zmagającym się z problemami, z aborcją itd., mówiła właśnie o Bogu, po czym przyznała, że tylko w kwestii życia jest Bogu oddana do końca. Jej historia była bardzo ciekawa, bo jej rodzina nie była bardzo chrześcijańska i ona przez to również. Dopiero jak zaangażowała się w pomoc na rzecz obrony życia zaczęła mówić o Stwórcy. Sama przyznała, że kiedy mówi o życiu to mówienie o Bogu jest jakby dopełnieniem, mówi z taką pewnością , z taką wiarą, że aż sama nie wierzy w tą umiejętność. Przyznała się, że jej wiara wymaga wiele i jest taka jakby na bakier, ale kiedy spotyka się z dziewczynami, z kobietami, mówi o życiu, to jakby sama siebie nie poznawała. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie znając Chrystusa jest w stanie tyle o Nim wiedzieć i mówić. Bardzo poruszyła mnie jej historia, bo pokazała, że nawet człowiek bardzo wątły i kruchy w wierze potrafi tak wiele zrobić i zmienić się jeśli chodzi o ŻYCIE. I to życie innych ludzi, nienarodzonych dzieci. No temat naprawdę ciężki. Ja bardzo współczuję tym, którzy musieli się zmagać z wieloma problemami, dylematami. Nawet nie wyobrażam sobie tego nieszczęścia.

    OdpowiedzUsuń