środa, 14 sierpnia 2013

dobrze i wakacyjnie :)

"- (...) Ale co lubię robić najbardziej- to Nic.
- A jak to się robi?- spytał Puchatek po dłuższym namyśle.
- Więc to jest tak: kiedy się idzie, żeby to robić, a właśnie akurat pytają mnie: "Co będziesz robił, Krzysiu?", odpowiadam: "Ach, nic.." i wtedy idę i to robię. (...) To znaczy po prostu chodzić sobie i przysłuchiwać się wszystkiemu, i o nic się nie martwić."

I za to kocham wakacje. Za to, że jest to czas, gdy można robić Nic. Że mogę być w moim domu, a nie w Wielkim Mieście. Moje obowiązki są takie proste. Nie muszę się martwić. Jest po prostu cudownie, jakbym znów była dzieckiem. :D


W sobotę jedziemy z Mamą w Polskę, po drodze zwiedzamy, w niedzielę dobijamy do polskiego morza. Ostatni raz byłam tam 6 lat temu. Już nie jestem tą samą dziewczynką, co kiedyś, już nie umiem tak naturalnie cieszyć się z obecności Mamy (która ma tylko mnie jedną), ale jest nam razem dobrze. Kiedyś... będę musiała odejść, wiem. Tym milsze są teraźniejsze chwile. :)

Książki kolejne wypożyczone, Marquez ładnie się uśmiecha, staram się też otaczać się angielskim i francuskim, trochę się pouczyć. Chwytam się różnych sposobów, jak się zmotywować. Przyjdzie czas na małe podsumowanie, "jak się uczyć języków obcych w wydaniu Karoliny". ;)

Dziękuję, że jesteście. Ciepło się na sercu robi, że ktoś to czyta. I mniejsza samotność jest.

14 komentarzy:

  1. Oj ja też próbuję się różnie motywować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trudno się zmotywować, szczególnie gdy jest gorąco i śpi się do południa;)

      Usuń
  2. Hm wydaje mi się, czy zmieniła się szata graficzna?:)

    Widzę, że mamy podobnie z tym robieniem NIC i z wakacjami. Wielkie miasta to nie jest dobre miejsce na życie podczas wakacji, zdecydowanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, cały czas się zmienia, jestem niezdecydowana we wszystkim, więc w tym też :D

      A mi tak dobrze :) Czuję jakbym czekała na coś i odpoczywała przed wielkimi wydarzeniami. Tak jakby coś miało nagle przyjść i wybuchnąć;) A na razie ta cisza przed burzą, bardzo długa cisza przed burzą. Jak w Shire przed przybyciem Gandalfa :)

      Usuń
  3. Dokładnie tak samo się czuję. Są wakacje, nie muszę nic robić, mogę się bezkarnie wyspać, nie muszę się malować i szykować jak siedzę w domu. Lubię to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że jest więcej takich wakacyjnych leniwców jak ja ;) Od razu mam mniejsze wyrzuty sumienia :P

      Malowanie się olewam nie tylko na wakacjach. Jak wychodzę na uczelnię, to posmaruję się kremem i idę. Nie uważam, żebym tak wyglądała gorzej, ale jak się- tak od święta- pomaluję, to od razu rzucam się w oczy :D (skromna ja :P)

      Usuń
    2. Pewnie jest jeszcze więcej takich leniwych osóbek jak my ;)
      Zazdroszczę! Ja co prawda na co dzień używam tylko (albo aż) podkładu i pudru, no i jeszcze tuszu do rzęs, to nie wyobrażam sobie wyjścia bez makijażu. Uzależniona jestem. No a na jakieś specjalne okazje to lubię mocniej pomalować oko czy usta ;)

      Usuń
    3. Koleżanka mówiła, że bez makijażu czuje się jakby wyszła w koszuli nocnej albo naga na miasto ;) Ale taka leniwa osóbka jak ja woli dłużej pospać :P

      Na specjalne okazje to mogę się godzinami szykować ;)

      Usuń
    4. No ja dokładnie tak mam. Jakbym była naga ;P I nie pomalowanych paznokci też nie lubię mieć. Może jestem próżna, ale lubię to. I nie lubię siebie bez makijażu.

      Usuń
  4. Też się ostatnio lenię ;) Chyba taki jest urok sierpnia. Podobno człowiek zaczyna naprawdę wypoczywać dopiero po 2 tygodniach wolnego... Ja tam nie wiem, ale chyba coś w tym jest. Miłych wyjazdów! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteśmy i czytamy :) duże pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nad morzem to dopiero można odpocząć i nic nie robić. Albo budować babki z piasku, i znów być dzieckiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie, mi został jeszcze trochę praktyk i miesiąc wakacji, chyba nigdzie nie wyjadę, także zazdraszczam

    pi-razy-drzwi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak lubię mieć wakacje i o nic się nie martwić. Choć w moim przypadku to drugie raczej się nie zgadza, bo ja zawsze się o coś martwię. A podobno 99% rzeczy, o które się martwimy, nigdy się nie zdarzą. Cóż, pewnie znajduję się w tym 1%. ;)

    OdpowiedzUsuń