niedziela, 17 listopada 2013

Po urodzinach

Hej, dziękuję Wam bardzo za życzenia! :)
Postanowiłam, że napiszę na blogu, bo i tak nie umiem zasnąć. Nie czuję się za dobrze, chyba się przeziębiłam, bo ostatnio bardzo się ochłodziło, a ja nie wzięłam cieplejszego płaszcza z domu i w Krakowie nie mam za bardzo, w co się ubrać/ co założyć (pamiętajcie, nie mówimy: co ubrać, bo ubieramy siebie w coś- muszę się tego nauczyć).

Dawno, dawno temu, a dokładniej po maturze usłyszałam:
-Wiesz, myślę, że te studia przydadzą Ci się, bo to będzie dla Ciebie skok na głęboką wodę. Naucz się samodzielności, dorosłego życia. Potrzebujesz tego.

Nie sądziłam, że koleżanka będzie miała tyle racji. Nie spodziewałam się, że tylu rzeczy nie umiałam- a teraz już umiem. Nawet stwierdziłam, że lubię sprzątać, o. Moje faworyty to kuchenka i wanna. Lubię, jak stają się śnieżnobiałe. :D

Wiem, że jestem beznadziejna, nienormalna, dziwna etc. Ale tyle dobrze, że nie widać tego na pierwszy rzut oka. Dziwię się, jak P. ze mną wytrzymuję, bo nie dość, że jestem spóźnialska i zapominalska, to mam paskudny charakter. Mówię zbyt dużo przykrych słów, niestety...

W urodziny nie jeździły tramwaje, przez co spóźniłam się na zajęcia, generalnie miałam w tym dniu jakieś fatum, ale jakoś wszystko dobrze się skończyło, więc chyba powinnam być za to wdzięczna Bogu. Dostałam w tym dniu misia Rafaela, książkę i bukiet forsycji (czerwonych).

Obrazki wkleiłam z Internetu, bo mi się nie chce robić zdjęć, jestem leniwcem. (O, kolejna wada, smuteczek).

W środę byłam u koleżanki, chyba najbliższej mi z wszystkich koleżanek z kierunku. Mi za bardzo nie zależy już na nikim, ale ona cierpliwie chodzi ze mną w okienkach na obiady (po burżujsku :P), siada koło mnie, zawsze do mnie podchodzi, rozmawia. Nawet ktoś tak twardy jak ja, w końcu zmięknie.

D. stwierdziła ostatnio, że wcale nie jestem taka sztywna, na jaką wyglądam, a ja stwierdziłam (w duchu), że ona nie jest taka wredna, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jednak pozory mylą, nawet mnie.

Dziś, a właściwie wczoraj byłam na Wawelu. Przypominam wszystkim Krakusom (a szczególnie centusiom takim jak ja), że w tym miesiącu zwiedza się za darmo, tylko trzeba pobrać bezpłatny bilet w kasie i wystać swoje. Staliśmy jakieś półtorej godziny dziś, a przyszliśmy godzinę przed otwarciem kas. Ale polecam, polecam gorąco.

P.S. Proszę o modlitwę za dziadka mojej współlokatorki, który ciężko choruje.

11 komentarzy:

  1. Misiek jest przegenialny! :) Haha, z tą wrednością to Ci się udało ;) Ja tylko czekam aż mój Braciszek na studia pójdzie, to dopiero będzie akcja 'samodzielność' - byle nie wybrał Warszawy, ja nie chcę na to patrzeć! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ładnie się komponuje z forsycją, siedzi tak oparty o wazon i się uśmiecha :) Taki niesamodzielny ten Twój Braciszek? ;)

      Usuń
    2. Mój Braciszek to w ogóle jakaś osobna kategoria jest :D Kiedyś gotował makaron do spaghetti, wchodzi do pokoju i mówi: chodź mi pomóż z tym makaronem, bo jak ty albo Mama wkładacie do garnka to on wam się zgina i cały jest w wodzie, a mnie nie chce i się łamie. No to idę. A on ten makaron do zimnej wody wkładał, dopiero postawionej na gazie, w dodatku jej nie osolił :P

      Usuń
  2. Nie wszyscy na studiach uczą się owej mitycznej "samodzielności". Raz pamiętam na przystanku dziewczyna rozmawiała przez telefon i mówiła, jak to chłopak robi jej kanapki, a rodzice przywożą jedzenie... Moim zdaniem nie zależy to od studiów czy w ogóle wykształcenia, tylko od wychowania i rodziców. Swego czasu wychowawczyni na obozie, gdzie miałam praktyki, opowiadała mi, jak to 11-letni chłopaczek chodził co chwila do sklepu i kupował sobie kanapki, bo nikt go tego nie nauczył w domu, więc na stołówce nie umiał sobie zrobić.
    A ja Ci polecam Kopce - z Kopców za darmo są do zwiedzania Piłsudskiego i Wandy. Z nich super widać krakowski smog :) No i polecam Ci z mniej znanych atrakcji Krakowa "dzielnicę medyczną" - szczególnie piękna jest "czerwona chirurgia". O tym nie przeczytasz w żadnym przewodniku ;) Ba, nawet pobliski kościół św. Jadwigi (chyba tej świętej, nie jestem pewna) z ormiańskim krzyżem w ogrodzie jest po prostu przepiękny i rzadko odwiedzany przez turystów.
    Swego czasu myślałam nad kursem przewodników turystycznych po Krakowie, a wtedy mogłabym pokazywać te mniej znane miejsca. Tylko że wtedy te mniej znane, niezadeptane miejsca, stałyby się właśnie zadeptanymi :) Może więc lepiej nie...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi kanapek nie ma kto robić :( - zresztą tak źle ze mną nie było. Za to, przyznaję się bez bicia, na studiach pierwszy raz: a) nastawiałam pralkę, b) myłam wannę. Jaki wstyd xD

      Dzielnica medyczna? A gdzie to? Dzięki za polecenie :)

      Usuń
    2. Mogę napisać na e-mail? Bo to miejsce polecam niewielu i niewielu spoza Krakowa (ba, nawet nie wszyscy mieszkańcy Krakowa) wiedzą, jak tam trafić i którędy się przemykać :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Oczywiście :) E-mail mam podany w profilu: "wyślij wiadomość e-mail"

      Usuń
  3. Oj, dawno nie było mnie u ciebie:( Będę musiała nadrobić zaległości. I obiecuję modlitwę.

    Tak to ja, kiedyś April:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dobrze, że już jesteś :) dziękuję :)

      Usuń
  4. Cześć
    Jestem Piotr. Piszę tu pierwszy raz. Z okazji urodzin życzę Ci szczęścia, uśmiechu, zdrowia, optymistycznych notek, spełnienia marzeń i stu lat!
    A co do koleżanki. Czy odkrywanie drugiego człowieka, takie powiedzenie sobie "Ten złośliwiec jest jednak w porzo!" nie jest piękne? A gdy wydaje nam się, że już na nikim nam nie zależy, Opatrzność niejednokrotnie stawia na naszej drodze takiego uparciucha, który nie daje nam spokojnie odczekać samotnie okienka!
    A tak w ogóle Twój blog jest świetny, urzekający, inpirujący. Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Najlepszego, dopiero teraz przeczytałam o urodzinach :)
    Widzę, że studia Ci służą, a tej koleżanki się trzymaj... taka dobra dusza to skarb.

    OdpowiedzUsuń