niedziela, 2 listopada 2014

Nie umiem milczeć.

Piszę pierwsze strony pracy licencjackiej. Nieoszlifowane, zwięzłe zdania budują kolejne akapity. Jak znam siebie, zmienię treść, kolejność jeszcze wielokrotnie - ale zaczęłam. 

Jestem w domu, babcia oferuje pierogi, szybko więc kończę rozpoczętą myśl. Jeszcze chwilę myślę, gdzie umieścić przypis... następnie przysłuchuję się podczas kolacji grającemu w kuchni radiu. Moje myśli odpływają od licencjatu na rzecz prowadzonej w myśli dyskusji z redaktorem, z którym się nie zgadzam. Wieczorem sięgnę po książkę. Nie czytam szybko, nie lubię tego, wolę nieprawidłowo słyszeć w myślach własny głos czytający tekst.
Mówię, mówię, nieustannie mówię. Jestem gadułą wśród ludzi, ale i będąc sama. Mówię na głos i w myślach. Mówię nieustannie. Nie umiem słuchać, nie umiem milczeć.

Wniosek jakiś? Konkluzja? Brak. Ale jest wpis na blogu. Myślę, że będę wrzucać tu co jakiś czas jakąś myśl, parę zdań. Chcę zarejestrować choć część mnie, mojego pokręconego myślenia, zmian i kręcenia się w kółko. Dla siebie samej, na pamiątkę. :)

Ostatnio miałam ciężki czas... I chyba nadal mam... Jakiś bardzo długi dół albo, jak mówi mój P., seria dołów, jeden po drugim. Nawet trudno mi wytłumaczyć, skąd się biorą, dlaczego płaczę. Po prostu płaczę. Jest mi jakoś tak źle...

5 komentarzy:

  1. Mając kogokolwiek przy boku i tak jesteś zawsze te kilka centymetrów wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki czas widocznie. U mnie podobnie. Może faktycznie depresja sezonowa? Faktycznie mniej UV i działa na nas w taki niewyobrażalny sposób?

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że u ciebie duży postęp w pracy. Naprawdę zazdroszczę, bo u mnie zastój na całego. Nawet nie zaczęłam:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nawet nie zaczęłam swojej pracy, muszę się zabrać do roboty ;P
    Listopad zawsze taki był... pełen dołów, trzeba to przetrwać :)

    OdpowiedzUsuń