niedziela, 1 lutego 2015

Jak zachorowałam i jak staram się nie stracić ducha :)

Stało się. Diagnoza: choroba przewlekła. Colitis ulcerosa.

Powinnam się cieszyć - nareszcie wiadomo, co mi jest. Brzuch mnie boli od niepamiętnych czasów. Teraz okazało się, że nie jestem symulantem. Co więcej, choroba nie jest moją winą. Chociaż niezdrowe odżywianie i stres wzmaga objawy, nie są to jednak przyczyny choroby. Przyczyny są  n i e z n a n e  medycynie. Autoagresja.

Nie podoba mi się to tym bardziej, że przez bóle nie mogę chodzić na zajęcia. Zarówno uniwersytet z zaliczeniami i sesją, wolontariat w muzeum, pisanie i czytanie, życie towarzyskie, związek (zbliża się nasza druga rocznica :) ) - wszystko leży odłogiem. To już nie jest moja ziemia. Moje jest cierpienie (przeczytałam "Problem cierpienia" C.S. Lewisa w szpitalu, idealnie trafiona lektura!), piżama, łóżko, zupy na ryżu, tabletki i czopki.

Nie jestem w stanie powiedzieć temu: "tak". Jestem młoda, chcę iść na uczelnię, zdać egzaminy na piątki, pobawić się z dziećmi, pójść na dawno obiecany basen z przyjaciółką, skończyć licencjat, pójść na nowy kierunek w tym roku, zaręczyć się, pójść do wakacyjnej pracy, pojechać (kiedyś!) na Wyspę Księcia Edwarda. Ujmijmy to tak, mam inne plany na życie.
Z drugiej strony, czy mam powiedzieć Bogu "nie"? Pomijając, czy to miałoby jakieś znaczenia, skoro jestem nic nieznaczącą kruszyną, prochem. Ale czy mam kochać tylko wtedy, gdy jest mi dobrze? W "O naśladowaniu Chrystusa" ostatnio usłyszałam odpowiedź: "Tak jak miłuje mnie w pomyślności, tak i w trudnościach miłować nie przestanie". (Przekonałam się do czytania na wyrywki po lekturze "Emancypantek" B. Prusa. Bo tak czytała Magdalena Brzeska, moja ulubiona bohaterka!)

Jest mi trudno. Chciałabym, aby z mojej choroby Bóg wyprowadził dobro. :) Modlitwa przyda się :)

15 komentarzy:

  1. Będę o Tobie pamiętać w modlitwie.
    Przyznam szczerze, że pierwszy raz słyszę o takiej chorobie, ale z pewnością musi być to dosyć bolesne. Trzymaj się ciepło i nie poddawaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! To inaczej wrzodziejące zapalenie jelita, a w skrócie (od łac. nazwy) CU. Uwielbiam łacinę, więc polubiłam się już z łacińską nazwą choroby :D I lepiej brzmi niż polska nazwa :D Zostałam CUdakiem, dosyć rzadka choroba, ale ja już mam takie szczęście.

      Usuń
  2. O Boże... Mnie od dłuższego czasu męczy ból brzucha, kiedyś bolał tylko wtedy, kiedy się stresowałam. Teraz zupełnie bez powodu. Ból jest na tyle dokuczliwy, że czasami trafiam na sor, bo nie mogę chodzić i nikt nie wie, co mi jest, więc wychodzę na symulantkę...
    Teraz się wystraszyłam, ale u mnie to nie jest aż tak bardzo dokuczliwe, jak u Ciebie.

    Ściskam Cię bardzo mocno, będę pamietać w modlitwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wszystkie badania były prawidłowe (taki ze mnie symulant), wyszło dopiero w badaniu endoskopowym - kolonoskopii. Jeśli Ci kiedyś lekarze będą proponować, koniecznie prywatnie, pod pełną narkozą. Byłam na tyle trudnym przypadkiem, że pomimo narkozy (trzech strzykawek!) przebudziłam się w trakcie. Straszliwie boli :( Zaraz uśpili mnie znowu (4 strzykawką), ale nie chciałabym tego przenigdy bez narkozy!

      Nie bój się, to rzadka choroba. :)

      Dziękuję! Jesteś kochana :)

      Usuń
    2. Tego badania bez narkozy raczej nie można wykonać ;>.

      Wiem co to znaczy mieć chorobę układu pokarmowego, do tej pory odczuwam skutki.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Wierz mi, w szpitalach w Polsce wykonują bez, jedynie dają leki przeciwbólowe i uspokajające. Nie zgodziłam się na to i zrobiłam awanturę, szczególnie, że przy przyjęciu była mowa o pełnej narkozie, ale lekarze się nie dogadali. :/ Ostatecznie wywalczyłam narkozę, zawołali anestezjologa, ale co przeszłam, to moje. Na Zachodzie - owszem, jest to nie do pomyślenia, u nas niestety Trzeci Świat. :(

      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    4. Ja swoje odchorowałam na przełomie gimnazjum/liceum więc, byłam jeszcze na oddziale dziecięcym gdzie być może panują inne prawa. Ale co do podejścia do pacjenta mogłabym pisać i pisać...

      Zdrowia życzę ;>

      Usuń
    5. Dziękuję :)

      Na oddziałach dziecięcych jest o niebo lepiej, miło wspominam nawet ;)

      Usuń
  3. Nie martw się kochana! U mnie koleżanka ma chorobę Leśnioweskiego-Crohna i wszystko jest oki, nawet do tego stopnia, że normalnie bawi się i pije (choc uważam, że szaleje za mocno jednak).
    Wiem jak to wygląda w CU, ponieważ moja Mama to ma. Dostaniesz sulfosalazynę i od razu polepszy się. Musisz po prostu dbac o siebie, o dietę i zalecam też probiotyki, które utrzymują dłużej w stanie remisji. Unikac NLPZ, stresów, alkoholu. Palenie podobno nie ma wpływu, a wręcz pomaga, jednak nie jest to zalecane, wiadomo czemu;p Więc głowa do góry:)
    Karolcia z jakiego miasta jestes?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa i rady :)
      Na razie jestem w fazie zaostrzenia, stąd widzę wszystko w ciemnych barwach. ;) Najbardziej mnie denerwuje to, że trzeba uważać na to, co się je. Każdy lekarz mówi, co innego. I jak tu się nie stresować? Jestem nerwuską, a jak tylko się zdenerwuję, to zaraz mam takie okropne bóle... :(
      Z tymi lekami, wiem, musiałam się pożegnać z moim kochanym ibuprofenem, a byliśmy tak bardzo zaprzyjaźnieni. ;)
      Aaaa... i biorę mesalazynę (Pentasę konkretnie) 3x2 plus czopek na noc.

      Anonimowość nie pozwala mi zdradzić, przepraszam. :D Napisz na mejla, jeśli jesteś ciekawa. :)

      Usuń
  4. Ja też będę pamiętać w modlitwie:* Wszystko jest do przejścia, jeśli mamy mocne fundamenty:) Ty masz!:) Więc jesteś szczęściarą w chorobie:) Oby ból był jak najmniejszy, żebyś mogła zrealizować te wszystkie plany. Trzymaj się ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Z moimi fundamentami jest średnio, taka bardziej buntowniczka jestem - ale jestem dobrej myśli. :D

      Usuń
  5. Oj, trzymaj się, Kochana. Najważniejsze, że wiadomo co Ci dolega i jak to leczyć. To już połowa sukcesu. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czuję się coraz lepiej, wcześniej nie dałabym rady napisać coś na blogu. ;)
      Dziękuję :*

      Usuń
  6. Cóż powiedzieć...Życzę Ci wiele siły ;)

    OdpowiedzUsuń