piątek, 8 maja 2015

trochę o miłości, trochę o słabościach

Plasuje się pomiędzy dwiema skrajnościami. Jednym z nich jest postawa: "nie potrafię kochać", bo czuję pustkę, którą zwalczam stwierdzeniem, że miłość to nie uczucie, lecz decyzja. A już decyzję to każdy człowiek może podjąć nawet, gdyby miało to zająć trochę czasu. I jest jeszcze druga postawa dyktowana chyba moja emocjonalnością. Tak jak i przeżywam raz na kilka miesięcy, czasem częściej, ponowne nawrócenie, tak przeżywam i ponowne zakochanie.

Nie wiem, czy ktoś też tak ma, ale nic mnie nie zbliża tak do P. jak znajomość jego wad. Generalnie u mnie zdobywa się plusiki, odsłaniając słabe strony. Nie lubię mocarzy. Naturalnie wiem, że nie ma ludzi bez wad, niektórzy dobrze je ukrywają bądź ich po prostu nie znam.

Słabość... trzęsące się ręce przed wystąpieniem, nieśmiałość, niezgrabny chód, jakaś choroba, jąkanie się, problemy emocjonalne - lubię obserwować ludzi. Chciałabym, aby zrozumieli, że wada może być atutem, powodem do sympatii, może zbliżać. Lubię, a czasem kocham ludzi za ich słabości. To właściwie trudne do wytłumaczenia, bo przecież się nie cieszę, że je mają. Jak można radować się, widząc czyjąś ranę? I nie jest to współczucie, absolutnie! Jestem wielką przeciwniczką litości czy udawanego współodczuwania. Nigdy nie wiemy, co drugi człowiek naprawdę czuje (no chyba, że to nasza druga połówka, o czym za chwilę), więc nie możemy niczego odczuwać.
Więc czasem zbierają się we mnie pokłady uczucia. Dużą część przelewam na P.  (chociaż zdarza się, ze ofiarą zostanie przyjaciółka albo nawet jakaś mniej lub bardziej znajoma osoba).

Jestem aż zawstydzona jego miłością do mnie i bywa, że się boję, że stanę się bożkiem. Co ja mogę? Staram się zawsze kierować delikatnie w kierunku Boga prawdziwego, w miarę możliwości. To pewnie normalne, że kobiety są bardziej religijne ze względu na uczuciowość?
Nigdy nie myślałam, że można tak kochać. I że jeszcze to ja. Widzę w jego oczach wszystko, wszystko. On w moich zresztą też. Znamy się na wylot, znamy w sobie wszystko. Czasem ta znajomość aż boli, ale jednocześnie wzmacnia więź. To taka odpowiedzialność. Piękna i trudna odpowiedzialność.

A teraz wracam do licencjatu. O, świecie, proza życia. Tak myślę nad życiem, że wstałam dziś o 5.30 i za nic nie mogłam znowu zasnąć. Za godzinę wychodzę z domu. I tak, teraz to chce mi się spać, a jakże.

5 komentarzy:

  1. U mnie też tak było, że znajomość wad męża mnie do niego zbliżała. Nawet potrafię to wyjaśnić:) Po prostu wcześniej bylam zakochana w chłopaku, który wydawał mi się, idealny, bez wad... i niestety boleśnie się zawiodłam. Po tym doświadczenia szukałam człowieka, a nie ideału;) I takiego też znalazłam, z wadami (co za ulga!) i zaletami, po prostu człowieka, którego pokochałam, a im więcej zwyczajnego człowieczeństwa w nim odkrywałam, tym bardziej go kochałam;)
    Później jego wady mnie trochę przerosły, ale to już historia:) Ale i tak mogę mieć świadomość, że wybrałam go świadomie, wiedząc o tym jaki jest, a nie dlatego, że przez chwilę wydawał mi się idealny.
    Ściskam, miłej pracy nad licencjatem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie jest odwrotnie. Przez brak tej emocjonalności, takiej typowo kobiecej, ciężko mi być blisko Boga. Na sam rozum jednak ciężko to wszystko przyjąć, a emocjonalnie jedyne, co czuję to niechęć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ważne, że masz w sobie dużą dojrzałość, aby dostrzec te słabości i wady:) Nie ma nic gorszego niż życie ideałami z myślą o ideale. Ja też uciekam do licencjatu:) Łączę się z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może faktycznie ludzie są tacy nieszczęśliwi, bo ciągle żyją ideałami. A jak wiemy- takich nie ma :)

    Miłość. Piękna miłość.

    Też niestety, mimo bycia kobietą, nie umiem obecnie jakoś się do Boga zbliżyć. Może to dlatego, że jakiś czas temu sama Go odepchnęłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdaje się że jesteśmy rówieśniczkami :), spokojnie też tak miałam, zauważyłam że z wiekiem coraz bardziej dojrzewam, życie, ludzie, nowe doświadczenia.... na wszystko przyjdzie czas (jest taki fragment w Piśmie Świętym: "Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem...") Nie naciskaj na siebie a wszystko ułoży się swoim rytmem.
    Pozdrowienia!

    P.S. Będę tu zaglądać

    OdpowiedzUsuń